Trochę wytchnienia od upałów

Już wczoraj zrobiło się sporo chłodniej i od razu większość z nas odetchnęła z ulgą. Co prawda niektórzy już dzisiaj zaczęli narzekanie, że jest zimno, ale to normalne, wszak jesteśmy narodem wiecznych narzekaczy.
Z ogromną radością wyruszyłam dzisiaj rano na Nordic Walking, ubierając się przy 16 stopniach, mniej więcej tak, jak przeciętni ludzie przy prawie trzydziestu. :) Podczas całego marszu towarzyszyła mi niewielka mżawka, całkiem przyjemna po wcześniejszej gorączce. Chyba troszkę dziwnie wyglądałam, przechodząc główną ulicą? Niestety, nie mam wyjścia, chcąc pochodzić po terenach bardziej zielonych, najpierw muszę przejść przez samo centrum. Może w ten sposób, choć w minimalnym stopniu promuję Nordic Walking?

Rano zastanawiałam się czy iść, przeciągi jakie panowały w domu podczas upałów spowodowały, że chodziłam nieco wygięta i nie byłam pewna czy marszem bardziej sobie nie zaszkodzę? Doszłam jednak do wniosku, że może po prostu trzeba te swoje stawy rozruszać? I decyzja była jak najbardziej słuszna!
Na początku nie było lekko, ale z każdym kilometrem moja sylwetka prostowała się bardziej, aż w końcu doszła do normy, no powiedzmy prawie. :)

Na wszelkie tego typu dolegliwości ruch jest bardzo wskazany. Że boli na początku bardziej? Niestety, to urok uciekających lat, ale jeśli się chce, w jakiś sposób można temu zaradzić. Kręgosłupy mamy takie jakie mamy, zresztą teraz już nawet bardzo młodzi miewają problemy, trzeba o nie dbać i pamiętać, że jest „ruch” i „ruch”. Jeden polegający na dźwiganiu, pracy w niewłaściwej pozycji, będzie przynosił tylko szkody. Drugi, w którym ruch będzie wykonywany dla odciążenia kręgosłupa, wzmocnienia gorsetu mięśniowego, utrzymującego nasze rusztowanie, przyniesie same pozytywy. Warto o tym pamiętać i nie twierdzić, że ma się tyle ruchu, iż inny nie jest już potrzebny. Jest, ale ten właściwy.

Gdyby tak jeszcze dołożyć do tego troszkę masaży, serie zabiegów w gabinecie fizykoterapii, nie jeden kręgosłup u osoby 50plus, poczułby się znacznie lepiej. Szkoda tylko, że te dodatki bardziej medyczne, są w naszych warunkach jeszcze niezbyt osiągalne, przynajmniej w ramach funduszu. Ciągle jeszcze jest tak, że bardziej „opłaca” się leczyć, niż zapobiegać. Prawdę mówiąc u nas chyba nic się nie opłaca?

2 komentarze

  1. zou napisał(a):

    Deni! Podziwiam! Ja neleżę do tych, którym zaraz było „zimno”…Tyle,że nie narzekam, ale zakładam skarpety!
    Na pewno promujesz Nordic Walking! Sama pamiętam jak z ciekawością i lekką zazdrością, że „a gdzież bym ja…” patrzyłam na ludzi, którzy uprawiali jakiś fajny sport. Myślałam zawsze..ale gdzie tam, to trzeba umieć, mieć ten sprzęt, to wszystko wydatki…a jeśli to będzie mój słomiany zapał, to wtedy co? A jednak w Nordic Walking chyba najłatwiej być dobrym przykładem. To jest sport, którego w najskromniejszym wydaniu (nawet niby-kije za 40zł) może spróbować każdy, bez narażania na straszne wydatki! A to wystarczy na pierwsze kilka tygodni, aby dać sobie szansę na rozruszanie zbolałych stawów, kości, poprawkę kondycji, że nie tylko do sklepu i do domu…
    A jak się czyta Twój blog – ile dobra jest w tym Nordiku, to już w ogóle! I nie ma problemu z mijescem, np. na rower, bezpieczeństwem np. rolki, wodą np. do pływania itd…i z przechowywaniem sprzętu! Od biedy, z kijkami to nawet można spać w jednym łóżku! :)a jak są składane to pod poduszką! :)

  2. deni58 napisał(a):

    To prawda, nawet można z nimi spać. :D Tak jak piszesz, to sport dla każdego i w każdych warunkach, czasem tylko potrzeba małego bodźca a potem to już tak wciąga, że samo leci. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *