Wiało, sypało… dobrze się maszerowało

Jak długo można czekać, aż przestanie wiać? Chyba nie za długo, skoro widząc jak ostro zawiewa i to nawet w terenie zabudowanym,  wybrałam się na marsz z kijami. Nie liczyłam na to, że na otwartej przestrzeni, a szczególnie w okolicach pól, będzie przytulnie. :) I nie było.

zimowy nordic walking

Ubrana raczej ciepło, zaopatrzona w termoso – bidon z herbatą,  wyruszyłam na spacer. Zaczęło się paskudnie, wiatr pędził płaty śniegu wprost na moją twarz i nie było to zbyt miłe. Ukłucia mroźnych szpilek czułam jeszcze długo po powrocie do domu.
Po dojściu do pól za Gliwicami siła wiatru, czego można było się spodziewać, znacznie wzrosła, co wręcz uniemożliwiało utrzymanie kijów.  Musiałam zrezygnować z chodzenia polnymi drogami, chroniąc się w alejkach okolicznych działek. Nie było mi zimno, jednak nawet nieco wolniejszy marsz robi swoje. Pomimo tego, ze nie marzłam, kilka łyków ciepłej herbaty smakowało wręcz wybornie! Gdyby okazało się, że napój jest za gorący, w tych warunkach nie stanowiłoby to problemu, studzenie odbywało się błyskawicznie.

zimowy nordic walking
Gorzej było natomiast z wyciagnięciem czegokolwiek z kieszeni kurtki, najpierw należało się dobrze odśnieżyć, a dopiero później zaglądać do jej wnętrza. W przeciwnym wypadku zawartość zostawała zasypywana śniegiem, tak jak na przykład mój telefon komórkowy. Jednym słowem przeszedł chrzest bojowy w ekstremalnych warunkach i… przetrzymał. :)

Ja też przetrzymałam i przyznam, że po początkowych niedogodnościach marsz sprawił mi jednak przyjemność. Cóż z tego, że pomimo szalika śnieg czasem zsypywał się za kołnierz, w kieszeniach miałam śnieg, spodnie w kolorze czarnym były do kolan białe… a nie, przecież ja cała przypominałam śniegowego bałwana. :)  To wszystko nic w porównaniu z przyjemnością marszu, nawet w tak intensywnie zimowych warunkach.  Zima to też fajna pora roku, ładne widoki, choć przez sypiący śnieg nie zawsze dobrze widoczne na zdjęciach.

zimowy nordic walking
zimowy nordic walking
zimowy nordic walking
zimowy nordic walking

6 komentarzy

  1. zou napisał(a):

    Witaj Deni! Dzielna Spacerowiczko! Szczególnie piękne jest to przedostatnie zdjęcie! Taki Chełmoński albo Ruszczyc a’la XXI wiek :)

  2. deni58 napisał(a):

    Witaj :) byłoby więcej takich zdjęć gdyby nie to, ze chciało mnie… zdmuchnąć! :)

  3. jacekk napisał(a):

    Pięknie biało, jak to w zza gliwickich krzaczorach bywa :)
    herbatka jest zawsze dobra w takich chwilach. Raz,że rozgrzewa, a dwa, że rytuał ;) a jak takie termosik się sprawdza? długo trzyma no i czy się nie poparzysz pijąc prosto z niego?

  4. deni58 napisał(a):

    Opisywałam to już wcześniej http://www.denimix.pl/2009/10/bidon-termos/
    teraz wypraktykowałam w ekstremalnych warunkach. :) Szczelność jest w miarę dobra, jeśli trzyma się to w pozycji pionowej, ja wsadziłam do wąskiej kieszeni plecaka, jest ok, ani kropelka nie wyleciała. W pozycji leżącej może być problem.
    Na pewno nie można się oparzyć, z tym chłodzeniem w śniegu to trochę przesadziłam. ;) Jednak po ponad godzinie picie jest ciepłe, na pewno lepsze to niż lodowata woda ze zwykłego bidonu.

  5. dusia510 napisał(a):

    Podziwiam cie, ja bym się nie zdecydowała wyjść na taką pogodę chyba że kijki z kotwicą bym miała.

  6. deni58 napisał(a):

    Groty w kijach to tak prawie, prawie jak kotwice. :) No może nie całkiem. ;) A zdecydowałam się bo już i tak mi bardzo brakowało kijkowego wyjścia. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *