Bo liczy się dobra zabawa!

W poprzedniej notce, dotyczącej zabawy biegowej, której pierwszy etap rozpocznie się już w najbliższą niedzielę, wspomniałam, że pojawię się jako widz. Prawdę mówiąc nie wiem czy jednak nie zmienić zdania? :) Co prawda pogoda płata nam figle, dodatnia temperatura powoduje, że śnieg na trasie mocno topnieje i nie wiem czy w niedzielę nie będzie bardzo ślisko? Jeśli pozostaną lodowe muldy na chodnikach, dodatkowo zmoczone deszczem, nie będzie zbyt przyjemnie.
Tylko czy to jest najważniejsze, zwłaszcza jeśli ma się rozrywkowo – rekreacyjne nastawienie?

Na pewno nie mam najmniejszego zamiaru nawet próbować walczyć o miejsce na podium w całym cyklu biegów. :) Nie z moją… powiedzmy kondycją. Najważniejszy jest sam udział, mobilizacja, wyjście z domu, trochę ruchu i zapewne miła atmosfera. A zwycięstwo?

„Zwycięstwo jest rzeczą ważną, lecz najważniejszy jest udział w walce.” Dave Weinbaum

Mądre słowa! W walce, ale o co? No przecież nie o medale czy puchary, choć pewnie większość zawodników właśnie to mobilizuje najbardziej? I nie ma w tym nic dziwnego, tak zawsze było i będzie, rywalizacja… sukces… zwycięstwo… Lecz czy zwycięstwem nie jest zmobilizowanie siebie do większej troski o swoje zdrowie? Czy zwycięstwem nie jest mobilizacja do przełamania niedzielnego lenistwa?

Oczywiście, że jest! Każde, nawet najmniejsze zwycięstwo, jest powodem do dumy, radości. Warto się zmobilizować i powiem Wam „na ucho”, że bardzo często przed planowanym wyjściem na kije, czuję takie wewnętrzne podpowiedzi – A po co będziesz się męczyć, jest zimno i brzydko. Nie lepiej posiedzieć w domu, poczytać książkę, popijając dobrą herbatkę czy kawę? Może lepiej spędzić dzień pod kocykiem? :)

A jednak po przebyciu pierwszego kilometra czy dwóch, czuje się satysfakcję z wyjścia. Endorfiny zaczynają działać, przeganiając wcześniejsze myśli, pojawia się chęć na pokonanie kolejnych kilometrów. Później przychodzi zmęczenie, jednak w wersji całkiem przyjemnej.

Fakt takiej małej mobilizacji, przełamania oporów, czy nazwijmy to po imieniu… lenistwa, jest małym zwycięstwem.
Dlatego też, pomimo niezbyt wymarzonych warunków (może się poprawią), warto wyjść, przejść (przebiec) choćby te 3km.

A na pociechę tym, którzy chcieliby, ale mają opory co do swoich umiejętności nordicowania, kondycji czy niewłaściwych kijków, przytoczę fragment obowiązujących zasad podczas imprezy:

„Na potrzeby naszego biegu zawodnikiem Nordic Walking jest każda osoba, która posiada dwa kije i porusza się z nimi w jedynie sobie znany sposób. Typ kijów (np. teleskopowe, narciarskie, laski wuja Leona, itp. ) ani technika marszu nie mają dla nas znaczenia. Liczy się dobra zabawa.”

Podkreślę to jeszcze raz – Liczy się dobra zabawa! :)

1 Odpowiedź

  1. mk napisał(a):

    tak bardzo podobają mi się : laski wuja Leona :) że chyba swoje kije nazwę „laski wujka Maćka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *