Zmiana tytułu bloga?

Właśnie zastawiałam się, czy w związku z pewnymi nowościami pojawiającymi się w sferze mojej aktywności ruchowej, nie powinnam zmienić tytułu bloga?
W zasadzie włóczykij jest określeniem pasującym do każdego, kto lubi się włóczyć? Nie jest chyba powiedziane, czy musi poruszać się pieszo, czy też w inny sposób?  Same kije też nie są typowymi atrybutami włóczykija, jeden owszem, ale nie dwa.

Pisząc Włóczykij z wielkiej litery, można od razu mieć skojarzenie z Muminkami, wszak to właśnie tam spotykamy, ubranego w zielony płaszcz i szpiczasty kapelusz samotnika, lubiącego piesze wędrówki. Chyba nawet mam kilka cech wspólnych z tą postacią? Może jednak nie będę ich tu wymieniać. :)

Wracając jednak do tytułu bloga i nowości, od razu donoszę, że właśnie zmieniłam nieco środek transportu. Od teraz dwa kije, od czasu do czasu, będą zastępowane dwoma kołami, czyli rowerem. Dokładnie wczoraj nabyłam  rower marki Brennabor. Nie jest to jakieś cudo a zwyczajny, miejski rower z zaledwie trzema biegami. Biorąc pod uwagę fakt, że moje trasy przebiegać będą raczej po płaskim terenie, w zupełności to wystarcza, a zawsze jest mniej do psucia.

 

Po … a może nawet nie napiszę ilu latach, znowu usiadłam na siodełku i poczułam przyjemny wiatr, podczas szybszej jazdy. Sama przyjemność! Jedyny mały minus to ból…  na pewno każdy się domyśla czego? ;) Pamiętam jednak z poprzednich lat, że tego typu dolegliwość szybko mija i pewna część ciała błyskawicznie przyzwyczaja się do nieco innego niż fotel siedziska.

Prawdę mówiąc zastanawiam się dlaczego tak długo czekałam z tym zakupem? Nie dość, że jest to świetna forma rekreacji, to dodatkowo można bez problemu dojechać w miejsca, gdzie nie koniecznie da się dojść pieszo. A wbrew pozorom, w okolicach Gliwic, jest trochę ładnych miejsc wartych odwiedzenia, o czym można się przekonać chociażby z blogów i stron, dotyczących wycieczek rowerowych po powiecie gliwickim.
Teoretycznie mamy dość rozbudowaną sieć ścieżek rowerowych, choć sama miałam okazję zobaczyć, że część z nich widoczna jest na mapach, co nie koniecznie ma odzwierciedlenie w rzeczywistości? Teraz, mając już własny rower, będę mogła nieco lepiej ocenić faktyczny stan tych tras.

Wygląda więc na to, że nadal będę się włóczyć, czyli tytułu bloga zmieniać nie muszę. Może jedynie sam opis będzie musiał być nieco zmodyfikowany? Teraz do dwóch kijków trzeba dołożyć jeszcze dwa koła. :)

7 komentarzy

  1. Sławomir "Kyllyan" Marusiński napisał(a):

    Hmm, ja nie muszę kupować. Rower stoi w piwnicy już ze dwa lata. Światła tylko mu potrzebne zgodne z przepisami. Tylko kiedy kurde nim jeździć? może ze dwa razy w tygodniu zamiast kijów rower?

  2. Zofia napisał(a):

    Ale super Danusiu.Od dawna myślę o zakupie roweru,ale mam przynajmniej 2 „ale”.Po pierwsze musiałabym go wnosić na 1 piętro a nie mam na tyle siły,a po drugie sama chyba bym się trochę bała jeździć poza miasto,a tam jest najciekawiej.
    Dlatego też jestem pełna podziwu dla Ciebie.Samych przyjemności Ci życzę i pięknych widoków.A na siodełko można kupić takie fajne nakładki żeby było trochę wygodniej.Pozdrawiam Cię serdecznie.

  3. deni58 napisał(a):

    Sławku ja podchodzę do tego wszystkiego bardzo rekreacyjnie i właśnie tak pomyślałam, że będzie to zamiennik. Pewnie na początku rower trochę weźmie górę,ale w końcu to tez fajny sposób na trochę ruchu.
    Zosiu miałam ten sam problem, z tym ze u mnie IIIp, ale jest garaż i jakoś tam udaje się rower też wcisnąć. Nie wiem tylko dlaczego wcześniej o tym rozwiązaniu nie pomyślałam? :)

  4. mk napisał(a):

    Na bolącą pewną część ciała dobrze mieć:
    1) siodełko żelowe
    2) spodenki kolarskie z odpowiednią wkładką : były ostatnio i w aldim, i lidlu,i w biedronce
    Mogą one być jednoczęściowe, wtedy nadają się tylko na rower. Ale bywają dwuczęściowe: wewnętrzne spodenki z wkładką można odpiąć i wówczas w zewnętrznych można np. chodzić z kijami
    3) kiedyś kupiłem też odpowiednią część bielizny na rower (też z wkładką zmiękczającą :)
    Najlepsze jednak jest : każdy kilogram mniej – to ból mniejszy – wiem to dokładnie po sobie

  5. deni58 napisał(a):

    Dzięki Maćku za rady :) powiem Ci, że ta ostatnia jest chyba najlepsza, szczególnie w moim przypadku. ;) Najgorsza była pierwsza przejażdżka, teraz już nie jest źle. Siodełko mam co prawda nie żelowe i nawet o takim myślałam, jednak z każdą kolejną jazdą dochodziłam do wniosku, że to co mam jest całkiem wygodne. Moja córka bardzo sobie chwali tego żelowego „pampersa” ;) ale ona jednak robi znacznie dłuższe odcinki niż ja, czyli na razie pozostanę przy tym co mam.

  6. zou napisał(a):

    Witaj Deni! Spóźnione gratulacje! Nowy rower jest przepiękny! Rozumiem Twoją radość! Cieszę się, że jeździsz i korzystasz z okolicznej przyrody. Im nas będzie więcej,uprawiających różne sporty, tym bezpieczniej, a potem może nawet inni się dołączą! Rower wygląda na bardzo wygodny – no i bardzo fajny jest ten koszyk na bidon, jeszcze takiego nie widziałam! Miłych przejażdzek i nie przestawaj ich relacjonować na blogu! Pozdrawiam serdecznie!

  7. deni58 napisał(a):

    Cześć Zou :) rower jest faktycznie wygodny, sprawdzone w praktyce. :) Szkoda tylko, że ma „twardą kierownicę”. Już wyjaśniam :) miałam mały wypadek i załatwiłam sobie kierownicą żebra, okrutnie boli, a najgorsze, że teraz ani na kije, ani na rower. :(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *