Ćwiczenia z muzyką

Jak podaje serwis PAP Nauka w Polsce, ćwiczenia w rytmie odpowiednio dobranej muzyki mogą być  bardziej efektywne. Problem jedynie tkwi w jej odpowiednim wyborze, nad czym od dłuższego czasu pracuje dr Costas Karageorghis z Brunel University.

„Według jego badań właściwie dobrana muzyka może podnieść wytrzymałość ćwiczących nawet o 15 proc.
Niestety na muzyczny doping nie mogą liczyć profesjonaliści – pomaga ona tylko początkującym i średnio zaawansowanym użytkownikom siłowni.
Jaka ma być optymalna muzyka do ćwiczeń? Według dr. Karageorghisa powinna mieć 120 do 140 uderzeń na minutę i być melodyjna – np. z pogranicza rocka i popu.
Muzyka może być szczególnie pomocna dla osób, które nie tyle chcą, co muszą ćwiczyć np. ze względów zdrowotnych, twierdzi dr Karageorghis. Przy odrobinie szczęścia odpowiednio dobrana melodia może pomóc im zapomnieć, jak bardzo się muszą męczyć.”

Przeglądając informacje na ten temat, szczególnie interesując się muzyką polecaną przez wspomnianego doktora, można natrafić na propozycje konkretnych utworów. Są wśród nich, między innymi:

Don’t stop me now Queen – 154 bmp
Pump It Up by Danzel – bpm 128
Don’t Stop Moving by S Club 7 – bpm 117
Don’t Stop the Music by Rhianna – bpm 123
Search for the Hero by M People – bpm 100
Chariots of Fire by Vangelis -70 bmp

Oczywiście ilość uderzeń na minutę, zależy od fazy treningu, o czym nieco dokładniej można przeczytać na stronie (j.angielski) bbc.co.uk.

Nie wiem jak innym, ale mi pierwszy utwór z listy bardzo odpowiada, pod warunkiem, że faktycznie chcę słuchać muzyki podczas marszu, czy jazdy na rowerze. A z tym jest różnie.

Bardzo często nie mam ochoty na słuchanie innych dźwięków poza tymi, płynącymi z samej natury, czyli śpiewu ptaków, szumu liści, czy wody. Muzyka przyrody doskonale wycisza i relaksuje, co we współczesnym, zaganianym świecie jest niezwykle cenne. W domu, w pracy, na ulicy… wszędzie jesteśmy bombardowani muzyką, informacjami, zwykłym hałasem, dlatego takie czasowe przestawienie się na dźwięki łagodniejsze, naturalne jest bardzo dobre. Jest też okazja wsłuchania się we własny organizm.

No dobrze, ale skoro muzyka ma spowodować zwiększenie efektywności treningu? Tak, z własnego doświadczenia mogę tylko to potwierdzić, w odpowiednim rytmie, dodaje tak zwanego „powera”. Ma się ochotę zwiększyć tempo i zazwyczaj tak się właśnie dzieje. Mniej odczuwa się zmęczenie, choć nie jestem do końca przekonana czy nie jest to tylko złudzenie? Chyba najlepszym określeniem będzie tu – „chce się”.

Kiedy przychodzi chwilowa (oby chwilowa) niechęć do ruszenia się z miejsca, właśnie muzyka potrafi nieco zmienić nasze nastawienie, potrafi zmobilizować, a to już dużo. Sama co prawda nie muszę się zachęcać do ruszenia w drogę przy pomocy muzyki, ale za to podczas mycia okien…  to na prawdę świetny dopalacz, polecam! ;)

Podsumowując, muzyka jest dobra na wszystko, byle według naszych potrzeb, gustów i chwilowych potrzeb. Bywa, że sama zabieram słuchawki aby „doenergetyzować się” podczas marszu, ale są to tylko i wyłącznie takie nieco słabsze dni, bądź zbyt miejska okolica, gdzie śpiew ptaków nie jest słyszalny. Na co dzień, wybieram odgłosy natury.

P.S.
Jak zaczynałam swoją przygodę z kijkami, częściej słuchałam radia w telefonie. Wówczas moja ulubiona stacja, bardzo często nadawała 114 bmp, a dokładniej…

Całkiem dobrze się maszerowało. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *