Gliwicka fontanna i dworek

Zastanawiałam się dzisiaj w która stronę pojechać na rowerze. Wyszło na to, że pokręciłam się po różnych miejscach, nie obierając żadnego konkretnego celu. Chociaż? Jeden cel był, chciałam zobaczyć nową fontannę w Gliwicach, która według  informacji podanej w infogliwice.pl, już działa. Nawet podane zostały godziny, w których można podziwiać ten oryginalny pokaz wodnych strumieni, dodatkowo wieczorem podświetlany różnymi kolorami.

Według informacji, jakie przeczytałam w internecie, fontanna ma sikać od godz. 9.00 do 22.00, w określonych przedziałach czasowych.  Od godziny 9.00 do 10.30, następnie pół godzinki przerwy i znowu 1,5 godziny. Kolejne pory to 15.00 do 18.00 i 20.00 do 22.00.
Wybrałam się rano, mało tego, byłam tam nawet dwukrotnie w wyznaczonych porach i niestety, nie sikała. :/ Była jedynie taśma zabezpieczająca przed wejściem na teren i ochrona.

 

Swoją drogą zastanawiam się, czy samochód ochrony będzie tam stał zawsze? Nie wygląda to ładnie, ale może teraz, przed pełnym rozruchem ktoś obawia się kradzieży? Tylko czego?

No nic, pozostaje zaglądać i czekać na rozruch, który mam nadzieję, w końcu nastąpi i mieszkańcy będą mogli nacieszyć się widokiem przez długi czas. Postaram się jeszcze dzisiaj tam zajrzeć, w odpowiedniej porze. Jeśli tylko fontanna będzie uruchomiona, na pewno zrobię tu dopisek.

Dzisiaj byłam również w okolice ulicy Dworskiej, pamiętałam, że swego czasu czytałam o zabytkowym dworku z XVII (?). Fakt, stoi sobie za betonowym ogrodzeniem, ale jego stan? Aż przykro patrzeć jak zabytkowy obiekt naszego miasta tak niszczeje.

 

Nie znam dokładnie historii obiektu, szukałam na oficjalnej stronie miasta i nie znalazłam, czyżby wstydzono się? Natomiast ta bardzo współczesna historia mówi, że właścicielem dworku jest właśnie miasto.  Czyżby władze Gliwic nie miały zamiaru dbać o ten zabytek? Tam na prawdę niedługo nie będzie już czego ratować.

5 komentarzy

  1. mk napisał(a):

    No widzę, że na dobre wdepnęłaś w rowerowe pedałowanie :D
    A kije się kurzą :(

  2. deni58 napisał(a):

    Pewnie dlatego, że nie pedałowałam przez jakieś… 20 lat? A kije odkurzę i to na pewno lada moment. :) Mam teraz najlepsze porównanie między jednym a drugim i przyznaję, że kije dla ciała ;) dają więcej.

  3. mk napisał(a):

    Dają na pewno więcej, ale jazda na rowerze też jest przyjemna, no i jest jakimś urozmaiceniem. Niedawno w jednym z artykułów przeczytałem, że powinniśmy uprawiać różne dyscypliny (notabene sam też o tym pisałem) by rozwijać różne grupy mięśni, i by dać pewnym mięśniom odpocząć inne obciążając przy tym bardziej. I tak można pójść wyczynowo z kijami a odpocząć na rowerze, lub odwrotnie, lub obie dyscypliny potraktować rekreacyjnie. Jesli dorzuci się do tego jeszcze pływanie, to już prawdziwie sportowy tryb życia :), a lato temu sprzyja bo można w jeziorze.
    Kiedyś pisaliśmy o pewnej bolącej części ciała – ostatnio okazyjnie zaopatrzyłem się w specjalne spodenki – koszt tylko 10 zł (przecena w Biedronce) :)

  4. deni58 napisał(a):

    Domyślam się jakie spodenki, z „pieluchą”? :) Widuję sporo rowerzystów z tym wynalazkiem, nawet moja córa coś takiego ubiera, ale ja… jakoś siebie w tym nie widzę. :) Rower miejski to i ubiór może być mniej sportowy. Najważniejsze, że nie rdzewieje, a kije też odkurzę. :)

  5. mk napisał(a):

    he he, tego określenia chyba nie słyszałem. Ale wynalazek bardzo przydatny. Nie wiem czy bez niego przejechałbym jednorazowo 40 km :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *