Chemia śmierci

„Chemia śmierci , doskonały thriller Simona Becketta, czyta się szybko, akacja i jej nagłe zmiany wciągają bezlitośnie. 

Małe miasteczko Manham, a właściwie kompletna dziura i typowa dla takich miejsc mentalność społeczeństwa. Doktor David Hunter, antropolog sądowy, chcąc zerwać z przeszłością zaczyna pracę jako lekarz rodzinny. Sielsko i anielsko jest do momentu, w którym dzieci znajdują pierwsze zwłoki. Później pojawiają się następne ciała,  zmasakrowane ptaki, pomówienia, podejrzenia, donosy… momentami z książki aż bije odór śmierci. 
Ciekawa lektura, wciągająca z dobrym i raczej mało spodziewanym zakończeniem. 
Nie polecam książki osobom bardzo wrażliwym,  opisy procesu umierania, rozkładu ciała, czyli chemii śmierci, są dość drastyczne. Muchy z okładki, często trafiają na strony powieści, i nie tylko muchy. Jednak pomimo tego, że czasem przelatują ciarki po plecach, całość czyta się bardzo dobrze. Moim zdaniem słowa z okładki książki:
„Już po trzydziestu sekundach przechodzi cię dreszcz.
Po minucie masz serce w gardle.
A kiedy kończysz czytać, 
dziękujesz Bogu, że to tylko powieść.”
są nieco przesadzone, ale to moja, całkiem subiektywna opinia.
„Ciało ludzkie zaczyna się rozkładać cztery minuty po śmierci. Coś co kiedyś było siedliskiem życia, przechodzi teraz ostatnią metamorfozę. Zaczyna trawić samo siebie. Komórki rozpuszczają się od środka. Tkanki zmieniają się w ciecz, potem w gaz. Już martwe, ciało staje się stołem biesiadnym dla innych organizmów. Najpierw dla bakterii, potem dla owadów. Dla much. Muchy składają jaja, z jaj wylegają się larwy. Larwy zjadają bogatą w składniki pokarmową pożywkę, następnie emigrują. Opuszczają ciało w składnym szyku, w zwartym pochodzie, który podąża zawsze na południe. Czasem na południowy wschód lub południowy zachód, ale nigdy nie na północ. Nikt nie wie dlaczego. Do tego czasu zawarte w mięśniach białko zdążyło się już rozłożyć, wytwarzając silnie stężony chemiczny roztwór. Zabójczy dla roślinności, niszczy trawę, w której pełzną larwy, tworząc swoistą pępowinę śmierci ciągnącą się aż do miejsca, skąd wyszły. W sprzyjających warunkach – na przykład w dni suche i gorące, bezdeszczowe – pępowina ta, ten pochód tłustych, żółtych, rozedrganych jak w tańcu czerwi, może mieć wiele metrów długości. Jest to widok ciekawy, a dla człowieka z natury ciekawskiego cóż może być bardziej naturalne niż chęć zbadania źródła tego zjawiska?”

„Nie na wszystkie pytania da się odpowiedzieć, żebyśmy nie wiem, jak chcieli. Czasami trzeba to sobie odpuścić i żyć dalej.”

„Kiedy los nam nie sprzyja, w głębi serca wszyscy jesteśmy egoistami i wszyscy wznosimy te same modły: tylko nie ja, tylko nie ja, jeszcze nie teraz.”

„Śmierć, ów proces alchemii na wspak, w którym złoto życia ulega rozbiciu na cuchnące składniki wyjściowe”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *