E-czytanie czyli Pocketbook 622 Touch

Od jakiegoś czasu zastawiałam się nad sensownością zakupu e-czytnika. Miałam okazję rzucić okiem na Kindla, ale nie czytałam, sprawdzałam jedynie jak wygląda ów elektroniczny papier. W zasadzie nie odczuwa się wielkiej różnicy między ekranem E-ink, a zwykłą kartką papieru, a to na pewno jest dobre dla naszych oczu. Czytałam też na zwykłym tablecie, tu niestety dało się zauważyć dość szybkie męczenie wzroku. Nie polecam takiego rozwiązania. 
Czytnik ma też pewne minusy. Nie pachnie tak jak nowiutka książka, choć i te starsze mają swój zapach. Nie daje przyjemności pogłaskania lekko chropowatego papieru… a to przecież miłe odczucie, poza samą treścią. Książkowe mole doskonale wiedzą o czym piszę. Osobiście lubię książki wydane na nieco gorszym gatunkowo papierze, lubię czuć jego fakturę pod palcami, to zupełnie inne wrażenie niż ma to miejsce w przypadku wysokiej jakości papieru kredowego. Dlatego nawet inwestując w czytnik, miło będzie wziąć do ręki również klasyczną wersję książki, ma to swój urok.

W końcu podjęłam decyzje, kupiłam czytnik. Po przejrzeniu opisów, testów, opinii, wybór padł na Pocketbook 622 Touch. Wczoraj odebrałam przesyłkę, natychmiast rozpakowałam i podziwiam. :) Jestem już po pierwszych testach, chętnie podzielę się wrażeniami.  Nie będzie to typowy, spotykany w internecie test, a jedynie spostrzeżenia i odczucia, odbierane przez osobę już nie młodą. Dlaczego tak napisałam? Często odnoszę wrażenie, że my z półki 50+ jesteśmy zaszufladkowani do grupy nie potrafiących zbyt dobrze korzystać z nowych technologii. A przecież tak nie jest, całkiem dobrze sobie radzimy, chyba że nie chcemy, wtedy to zupełnie co innego. A ja myślę, że warto korzystać i to nie tylko z czytnika, z wszystkiego! Warto poznawać, uczyć się, rozwijać, nawet kiedy mamy znacznie więcej niż 50+. 
Wracam jednak do zakupionego czytnika. Mały, zgrabny, lekki, waży zaledwie 195 gram. Spokojnie zmieści się do torebki, co w niektórych sytuacjach bywa wielką zaletą. Weźmy na przykład oczekiwanie w kolejce do lekarza, nie muszę chyba pisać jak to często wygląda? Szkoda czasu na siedzenie i rozmawianie wyłącznie o chorobach, lepiej poczytać, ale jeśli akurat jest to tysiąc stronicowy tom? Nosić taką księgę w torebce, mało wygodne. Co innego czytnik, można z całą biblioteką chodzić, choć pewnie wolałabym po prostu nie przesiadywać w długiej kolejce do lekarza. 
Wyświetlacz, o rozdzielczości 800×600 pikseli, przyjazny dla oczu, wzrok nie męczy się bardziej niż w przypadku klasycznej książki. I tu ogromny plus, wielkość czcionki można ustawiać sobie według własnych potrzeb. Oczywiście jest wiele innych ustawień, jak krój czcionki, odstępy między liniami, marginesy i temu podobne, ale rozmiar czytanego tekstu to największa zaleta. 
Ektran w Pocketbook 622 Touch jest dotykowy, ale jeśli ktoś nie lubi takich rozwiązań, na obudowie znajdują się również przyciski, umożliwiająca podstawową obsługę. Od razu wspomnę, że obsługa dotykowa działa bardzo dobrze, nie ma z tym problemów. Czytnik bardzo dobrze leży w dłoni, możliwa jest obsługa jedną ręką. 
Czyta się przyjemnie, można dodawać zakładki do książek, aby w przyszłości móc wrócić do wybranych miejsc, na przykład ulubionych cytatów. W każdym momencie czytania można dodać do tekstu własną notatkę i oczywiście zapisać ją. Istnieje też możliwość robienia tak zwanych zrzutów ekranowych i zapisania ich do pliku w formie obrazka. Sama biblioteka jest dobrze zorganizowana, znacznie ułatwia to wyszukiwanie książek, zwłaszcza kiedy zgromadzimy ich bardzo dużo. 
Czytnik posiada polską wersję językową, menu dość intuicyjne, prawdę mówiąc można sobie poradzić bez zaglądania do instrukcji. Przyznam, że jedynie w przypadku podłączenia do domowej sieci wifi, potrzebna była mała pomoc. No właśnie, nie wspomniałam, że czytnik posiada owe wifi, jednak korzystanie z wbudowanej przeglądarki, nie należy do najlepszych pomysłów. 
Pocketbook 622 Touch jest czytnikiem i przede wszystkim ma służyć do czytania książek, ale ma też kilka innych aplikacji. Znajdziemy tam kalendarz, zegar, czytnik kanałów RSS ( jak dla mnie plus), jakieś tam gierki, odtwarzacz muzyczny, a nawet odręczny notatnik, który wygląda mniej więcej tak:
Czy przydatny? Trudno mi powiedzieć, może zagrać w kółko i krzyżyk? Ewentualnie narysować komuś drogę dojścia do jakiegoś celu w mieście? Na pewno nie przeszkadza, a może kiedyś się przyda? 
Ogólne wrażenia, po dwudniowym testowaniu, są bardzo dobre. Bez najmniejszego problemu można przejść z klasycznych książek na te, w wersji elektronicznej, choć jak wspomniałam wcześniej, brakuje troszkę pewnej… „magii”. Czytanie nie powoduje męczenia oczu, obsługa jest bardzo prosta i z czystym sumieniem mogę polecić korzystanie z tego lub podobnego urządzenia (nie tabletu). Na początku zastanawiałam się czy przypadkiem lekkie mignięcie ekranu (na czarno) przy przejściach do kolejnej strony nie jest jakąś wadą, ale teraz już wiem, że to normalne. Przy odpowiednich ustawieniach odświeżania, efekt ten zmniejsza się (nie pojawia się przez ułamek sekundy czarna strona) i zupełnie nie przeszkadza. 
To tyle z mojej strony w temacie czytnika Pocketbook 622 Touch, mało technicznie, ale nie o to mi chodziło. Kolejny raz udowodniłam sobie, że korzystanie z nowych technologii jest dla każdego, a przy okazji dorobiłam się prawie kieszonkowej, elektronicznej biblioteki, wygodnej, poręcznej, sprawnej… Tylko czytać! 

4 komentarze

  1. Anonymous napisał(a):

    Jasno i konkretnie wyjaśniłaś może się skuszę?
    Pani z czytelni nie umiała aż tak jasno przybliżyć tematu.

  2. Anonymous napisał(a):

    Podobno nigdy już nie wrócisz do książki papierowej.
    A książki już nie zapchają regałów.Też dobre.

  3. Danuta Popowicz napisał(a):

    Oj nie wiem czy nie wrócę? :) Czytnik jest bardzo wygodny, ale papierowe wydania mają swój urok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *