Tygrysie wzgórza

Jak można przeczytać na okładce książki „Tygrysie wzgórza”, to indyjskie „Przeminęło z wiatrem”. Bardzo dobre porównanie, choć nie wiem czy określenie jej jako sagi, nie jest trafniejsze?  Fakt, jest wielka miłość, ale historie rodu, a właściwie rodów, przebijają się na pierwszy plan. Do tego mamy jeszcze wspaniałe opisy XIX-wiecznych Indii, plantacje kawy, piękne, wręcz bajeczne wzgórza, dżunglę ze swoją bujną roślinnością i wprost bijące ze stron książki, aromaty kardamonu, anyżu, cynamonu i wielu innych przypraw. Poznajemy tu trochę historii oraz kulturę i obyczaje. Dzięki niezwykle dokładnym, wręcz plastycznym opisom, mamy przyjemność uczestniczyć w życiu codziennym bohaterów, ceremoniach, uroczystościach. 

Książkę czyta lekko i przyjemnie, dobry relaks, zatopienie się w niezwykłych aromatach i odcięcie, choć na chwilę, od życiowej gonitwy, nawet pomimo tego, iż na stronach powieści nie brakuje emocji. Nie ma tam idylli, spełnionej miłości, są nieszczęścia, porażki i smutek. Ale są i piękne chwile, tak jak w życiu. Książkę Sarity Mandanny polecam szczególnie miłośnikom orientalnych klimatów, bo to właśnie opisy Indii są jej największym plusem.  Dobra będzie również dla czytelników lubiących kilkupokoleniowe sagi rodzinne. 
Kilka cytatów z książki:
„Trzeba żyć, a nie uciekać od problemów. Trzeba walczyć o szczęście. Dla kobiety to nie jest łatwe, ja pierwsza mogę o tym zaświadczyć. Ale czy jest sens wszystko przekreślać? Trzeba walczyć”

„Urazy narastają. Jeśli nie zostaną świadomie odrzucone, narastają i karmią się sobą. Nasze serca twardnieją od nich, gęstnieją i wyżłabiają się. Z początku próbujemy zrywać strupy, by pozostać nieskalani i niewinni jak dawniej. Z czasem to jednak coraz trudniejsze. To wymuszone zrywanie bandaży, odświeżanie bolesnych wspomnień. Łatwiej je zamknąć, odsunąć, przemilczeć. Taszczyć je niczym niewidzialny kamień u szyi.”

„Opinie są jak dziury w tyłku, każdy ma własną.” 

„- Każde… każde z nas ma swój przydział smutku i szczęścia.”

„Dryfujemy przez czas, raz w cieniu, kiedy indziej parzeni słońcem, odsłaniając się przed niebem. Aż w końcu zaczynamy wracać do zdrowia, brzegi naszych ran powoli się zrastają. Wypełniamy się światłem, łaską i znowu potrafimy otworzyć swoje serca i wpuścić kogoś do środka.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *