Rooibos z dodatkami

Rooibos stał się jedną z moich ulubionych herbat, popijam go zarówno w wersji standard, czyli bez dodatków, a ostatnio przybyło mi w herbacianej kolekcji nieco więcej mieszanek wzbogaconych dodatkami. I to o nich właśnie chcę dzisiaj wspomnieć. Ale póki co, jeszcze kilka słów o samym rooibosie, tym razem nieco więcej o jego właściwościach zdrowotnych.

Jako że napar pozbawiony jest kofeiny/teiny, jego zastosowanie rozszerza się na osoby, które powinny ją ograniczać, czy zupełnie eliminować z diety. Roobisa mogą pić małe dzieci, nawet poleca się go w przypadku kolek u niemowlaków.

Ze względu na sporą ilość minerałów, takich jak żelazo, potas, wapń, cynk, magnez, może mieć inne zastosowania zdrowotne. Jest bardzo polecany w przypadku problemów sercowo – naczyniowych, których zapewne sam nie wyleczy, ale wspomaga i jest też dobrym środkiem zapobiegawczym.
Nie pobudza jak zwykła herbata, czyli jak najbardziej nadaję się dla relaksu, można go pić późnym wieczorem, bez obawy o bezsenność.

Kiedyś zetknęłam się z artykułem (niestety nie zapisałam linka) twierdzącym iż rooibos jest pomocny przy katarze siennym, egzemach, astmie, a ponadto jest stosowany w kosmetyce, jakoś środek zapobiegający starzeniu skóry. Może warto przygotować sobie jakiś tonik?

Bez względu na to ile w tym prawdy, pić na pewno warto i to nie tylko ze względu na właściwości, rooibos jest przede wszystkim smaczny, ma przepiękny kolor, smak lekko słodkawy, często z nieco orzechową nutą, a po dodaniu innych składników, otrzymujemy zawsze coś innego.

Moje ostatnie mieszanki (gotowe) z rooibosem to:

Rooibos „Napój miłosny” 
Skład: Rooibos, liść jeżyny, kwiat słonecznika, płatki róż, aromat.
Sposób parzenia: 3 -5 minut, woda o temp. 95 stopni
Smak rooibosa oczywiście jest, jednak w tym przypadku przebija lekko owocowy smak, wyczuwalny bardziej na początku, po wypiciu połowy kubka niestety mocno zanika.

Rooibos „Cytrynowy John”
Tu miałam i mam dalej pewien problem, dostałam herbatę w prezencie i nie ma na niej podanego składu. Ogólne wrażenie bardzo dobre, aromat intensywny, znacznie dłużej utrzymujący się niż w przypadku „Napoju miłosnego”.

Z całą pewnością zawiera dodatek trawy cytrynowej, nie tylko widać ale i czuć. Poza tym, na moje oko, jest hibiskus, stawiam też na kawałki jabłka, a najbardziej zastawiały mnie zielone kruszyny. Mogą to być kandyzowane owoce takie jak melon, kiwi, a najbardziej stawiam na papaję.

Mam też wątpliwości co do ciemnych, kulistych owoców, strzelać nie będę bo możliwości jest kilka, na przykład aronia. Jedno czego jestem pewna, to dobrego smaku i aromatu tej mieszanki.

Rooibos „Ogród babuni”
Tu pewne zaskoczenie, nie wiem dlaczego, ale ogród babuni kojarzy mi się z owocami. A może to skojarzenie z wcześniejszych lat? Teraz babcie surfują po necie, uprawiają sporty, studiują na UTW , a nie stoją w kuchni przygotowując konfiturę. :)

„Ogród babuni” nie ma owocowego smaku, pomimo dodatku czarnych kulek, podobnie jak w przypadku „Cytrynowego Johna”. To co rzuca się najbardziej w oczy, to płatki bławatka, nadające naparowi bardzo subtelnego aromatu. Chyba można pokusić się o stwierdzenie, że płatki bławatka jeszcze bardziej uszlachetniają rooibosa, jednocześnie nie zmieniając jego bardzo charakterystycznego aromatu.

Podsumowując, na pierwszym miejscu postawiłabym właśnie „Ogród babuni”, na drugim „Cytrynowego Johna”, niestety „Napój Miłosny” nie zachwycił mnie. 

1 Odpowiedź

  1. Avrea napisał(a):

    tak roobios pyszny napar jest jak ostatnio delektuję się roobios z platkami migdałów :) organic lov

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *