Herbata Pu Erh Amaretto

Dzisiaj kilka słów o herbacie Pu Erh o smaku amaretto. Herbata przeciętna, na każdą kieszeń, dostępna w wielu herbaciarniach i sklepach. Jest to pewna alternatywa dla odchudzających się (nie wierzcie w to aż tak bardzo!), przy pomocy Pu’era, a nie za bardzo lubiących ziemisty smak.

Dodatek aromatu amretto jest duży, jak dla mnie zbyt intensywny, na szczęście tylko przy wąchaniu samego suszu (prawie zwala z nóg). Po zaparzeniu sporo go odparowuje i nie staje się bardzo uciążliwy. Niestety, w aromatycznych mieszankach, smak jest na ogół kompletnie zagłuszony dodatkami, czasem trudno rozpoznać, że w ogóle pije się herbatę.

Nie znałam dokładnego składu i w pierwszym momencie, oglądając susz, zastawiałam się czym jest dodatek odmienny kolorystycznie od pu’era? W pierwszym momencie skojarzyłam to z hibiskusem, ale po zaparzeniu byłam pewna, że to nie to. Po oględzinach, degustacji i obejrzeniu ofert popularnych sklepów z herbatą, wszystko się wyjaśniło. W skład wchodzi: oczywiście Pu’er, suszone morele, aromat i… buraczki.

Ech…, gdyby nie nadmiar aromatu, na prawdę smaczna herbata. Nie jestem wielką znawczynią herbat, ale na moje oko sam Pu’er jest dobry, spokojnie można robić kilka zalań, bez uszczerbku w smaku i kolorze. W drugim nawet lepiej niż przy pierwszym, amaretto zanika, smak buraczka natomiast całkiem dobrze wyczuwalny, i powiem, że to połączenie jest bardzo trafne. Może pokuszę się o zrobienie suszu buraczanego i połączenie go z Pu’erem?  To dopiero będzie zdrowa herbata!

Dodatek suszonej moreli poprawia smak, choć w zasadzie jest prawie nie wyczuwalna. I tak się teraz zastanawiam… a gdyby wykorzystać wiedzę kulinarną i dodać tego, czego dodaję do buraczków? Może kiedyś spróbuję i zapewne wówczas podzielę się wrażeniami.

Co do samego parzenia, pokusiłam się o metodę krótkich zalań, czyli po pierwszym przepłukaniu wodą o temperaturze około 95 stopni, parzenia trwały kolejno: 30, 45, 70 sekund, a było ich więcej niż trzy. Wspomnę jeszcze o wodzie wylanej po pierwszym płukaniu, różowiutka była, i właśnie wtedy zastanowiłam się co ja będę piła? Nie wiedziałam jeszcze, że to buraczki, odkryłam to podczas picia.

Może trudno jest porównywać smaki herbaty i warzyw, ale w tym przypadku mają one pewien wspólny mianownik, powiedziałabym coś, co wzajemnie je uzupełnia, a może nawet podkreśla?

3 komentarze

  1. Anonymous napisał(a):

    buraczki są dodawane do herbat i suszy tylko i wyłącznie po to, żeby podkręcić barwę naparu (w tak małej ilości w ogólne nie zmieniają smaku), przez co nawet kiepski pu-erh może się wydawać całkiem niezły (jeśli patrzy się na moc naparu) ale kolejne zalania zdradzają wszystko ;) w suszach owocowych stosuje się je zamiast hibiskusa (szczególnie w tych o niskiej kwasowości)

    • Danuta Popowicz napisał(a):

      Chyba nie do końca się z tym mogę zgodzić? Jednak smak samego pu’era, a z dodatkiem buraczka jest nieco inny i myślę, że nie jest to efektem tylko dodanego aromatu.
      Szkoda, że anonim lubię wiedzieć kto komentuje, trzeba to będzie zmienić. :)

  2. Goś napisał(a):

    No właśnie wcześniej mogłam tylko jako anonim bo mi google nie działało :(
    myślę, że tu nie ma co wdawać się w większe dyskusje bo to wszystko kwestia gustu a o gustach się nie dyskutuje ;) a konkretnie kwestia odbierania smaków. Po prostu każde moje spotkanie z buraczkami w herbacie tak wyglądało – tylko podkręcanie koloru. To tak jak w tortach czekoladowych – czasami dodaje się starte buraki, żeby barwa była bardziej intensywna (plus nawilżenie ciasta oczywiście) i obstawiała bym bardziej morele jako czynnik smakozmienny ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *