Parzenie herbaty w gniazdkach

Teraz  już jestem całkowicie pewna najlepszego sposobu parzenia herbaty Pu Erh w małych gniazdkach, o której pisałam we wpisie Gniazdka Pu erh. Moje własne doświadczenia herbaciane nakierowały mnie na drobną modyfikację, rezultat okazał się bardzo dobry!
Nie wiem czy znawcy tematu polecają akurat taką metodę, wiem i pamiętam o pierwszym zalaniu i odlaniu wody po około 10 sekundach. Jest to tak zwane budzenie herbacianych listków, wskazana czynność, sprawdzająca się przy herbacie liściastej, nie sprasowanej.

Obserwowałam proces parzenia gniazda, za wolno pęczniało, zewnętrzna warstwa już oddawała swój smak, kolor i wszystko co w herbacie dobre, część wewnętrzna już mniej. Z jednej strony może to i dobrze bo więcej zostanie na kolejne zalania? Kojarzy mi się to z przygotowaniem yerba mate, a dokładniej kopczykiem suszu, który tworzy się na powierzchni, podparty jest włożoną do naczynia bombillą. Zresztą to cała sztuka, zrobić kopczyk, unikając parzenia całej yerby przy pierwszym zalaniu. Pochwalę się, całkiem dobrze mi to wychodziło.

Wracając jednak do herbaty, a dokładnie do pu er’a, robiłam próby, testowałam… doszłam do konkretnego wniosku. Bardzo dobrze parzy się w gaiwanie, no ba, ostatnio wszystko mi się w nim dobrze parzy! Zakochana w „garnku” po uszy! :)

W pierwszej kolejności jak zwykle przepłukanie, czytaj budzenie, sprasowanych listków herbaty. Po odlaniu wody zostawiamy gniazdko w ciepłym naczyniu, bez wody, pod przykryciem, na jedną minutę, a nawet trochę dłużej. Listki pęcznieją „na sucho”, gniazdo powiększa się, puchnie, rozbudza swe moce tajemne… Może nie takie tajemne, choć nabierając herbacianego doświadczenia mogę stwierdzić, że tajemne też bywają, szczególnie jak zaskakują smakiem i aromatem.

Kolejna czynność, oczywiście po powąchaniu zawartości gaiwana, to normalne parzenie, takie jak zalecane jest w przypadku herbaty pu erh. Przy tej metodzie można nieco skrócić czasy.

Być może to subiektywna ocena, indywidualne wrażenia, ale w moim odczuciu metoda jest naprawdę dobra, smak herbaty lepszy. Czy wpływa to na zmniejszenie ilości zalań? Absolutnie nie, wręcz przeciwnie, moim zdaniem pozwala na uzyskanie więcej, a przede wszystkim lepiej.

Miłośnikom pu er’ów, mającym w swoich zasobach herbacianych małe gniazda, polecam wypróbowanie tej metody, a jeszcze bardziej zachęcam do podzielenia się wrażeniami. Bo na pewno jakieś będą. To nie jest wrzucenie torebki do kubka i zalanie wrzątkiem (choć sama też tak robię), to jest cały rytuał, oglądnie, wąchanie, smakowanie… Jak do tego dodać odpowiednie naczynia, może świeca, oryginalne nakrycie stolika… robi się naprawdę przyjemnie, wyciszająco, relaksująco.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *