Rooibos Mango Lassi Chai

Swego czasu kupiłam w Rossmannie czerwonego rooibosa w dużym (250g) opakowaniu, był na prawdę smaczny, a już biorąc pod uwagę cenę, tylko kupować, zwłaszcza na codzienne picie. Od pewnego czas niestety brakuje go w sklepie, jest jedynie o smaku karmelowym, a to już nie dla mnie.
Ta sama firma produkuje również dla Rossmanna herbaty ekspresowe i to w dość szerokim asortymencie. Właśnie trafiły do mnie (czytaj córka przyniosła) opakowania z rooibosem i różnymi dodatkami. Spodziewałam się, że każda będzie z dodatkiem aromatów, ale to chyba w tego typu herbatach jest nieuniknione.
Na pierwszy rzut poszedł napój Rooibos Mango Lassi Chai.

Nigdy w Indiach nie byłam, nie piłam oryginału, trudno jest mi robić jakiekolwiek porównania, ale sądzę, że porównywać za bardzo nie ma czego. Obawiam się, że gdyby Hindus został tym poczęstowany zrobiłby podobną minę jak Turek pijący naszą kawę po turecku.
Ponieważ mieszkam w Polsce, do Indii w najbliższych dniach się nie wybieram, zostaje Chai ekspresowe, ewentualnie samodzielne przygotowanie mieszanki. To drugie pewnie będzie miało miejsce, a dzisiaj… szybkie Chai.

W skład napoju wchodzą: rooibos (80%), aromat (jogurt, mango), korzeń lukrecji, imbir, czarny pieprz, kardamon.
Według instrukcji na opakowaniu „zalewać zawsze gotująca wodą i zaparzać 5 – 6 minut. Tylko tak można uzyskać bezpieczny artykuł spożywczy.” 
To ostatnie zdanie mnie zastanowiło. A jeśli przez przypadek nie będzie wrzątek to co? Zatrucie pokarmowe czy coś gorszego? ;)

W instrukcji na opakowaniu nie było informacji o dolewaniu mleka, ja jednak pozwoliłam sobie to zrobić. Po zaparzeniu czuć było przyprawy, jogurt nie koniecznie. Smak delikatny, mam wrażenie, że oryginalne Chai jest bardziej wyraziste. Z tego co wiem, do Chai dodaje się poza mlekiem sporą ilość cukru, ale ponieważ nie lubię słodkich napojów, nie zrobiłam tego. Nawiasem mówiąc sam rooibos (tu zamiennie za czarną herbatę) jest wyraźnie słodkawy, nie widziałam potrzeby robienia z napoju syropu. A poza tym na pewno i tak daleko temu było do prawdziwego Chai, kolejna modyfikacja już nie zaszkodzi.

Da się wypić, nawet ze smakiem, wygodne do przygotowania i lekko rozgrzewające, w sam raz na chłodne wieczory. Nawet wśród tańszych herbatek znaleźć można coś innego, ciekawszego, jakąś małą odmianę smakową. Ba, nawet z ograniczoną ilością sztucznego aromatu (!), który nie zagłusza całkowicie pozostałych składników, to dla mnie zawsze jest duży plus. Niestety, landrynkowate „herbaty” wybitnie mi nie odpowiadają.

P.S. Właśnie zaparzyłam kolejną ze wspomnianych herbat, tym razem zielony rooibos z ananasem, bananem i czymś tam jeszcze. Oj to już nie zadowoliło mojego podniebienia, zbyt aromatyczne i… no właśnie, landrynkowate. Jak można tak spaskudzić pysznego, zielonego rooibosa!?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *