Dom sióstr

„Dom sióstr” Charlotte Link to piękna saga rodzinna z mini wątkiem kryminalnym. Święta, masa śniegu, dość odludna okolica i bardzo dużo herbaty. Tak w kilku słowach opisałabym książkę. Oczywiście herbata znalazła się w tej wyliczance tylko ze względu na moje pasje, przeciętny czytelnik pewnie nie zwróciłby na to uwagi.

Para wziętych prawników z Niemiec, w których związku nie dzieje się najlepiej, postanawia wyjechać na święta do nieco oddalonego od świata domu w Yorkshire. Planują, mieszkając sam na sam, rozwiązać swoje problemy, a przynajmniej nieco je wyprostować. Czy im się to uda? Czy dodatkowe „atrakcje” będą mieć na to wpływ? A jeśli tak, to jaki?

Już po pierwszej spędzonej nocy, okolica zostaje całkowicie zasypana śniegiem, co skutkuje totalnym odcięciem od świata. Brak prądu.. brak jedzenia…  w spiżarni jedynie wielki zapas herbaty i kawy. Barbara i Ralph starają się jakoś radzić, przystosować do zaistniałej sytuacji. On uczy się rąbania drewna do kominka, co dla człowieka zza biurka nie jest wcale łatwe, ona również robi co może, aby ze skromnych resztek jedzenia wykombinować menu utrzymujące ich przy życiu. Jakby nie patrzeć, samą herbatą żyć się nie da.

Przez przypadek Barbara odkrywa w podłodze szopy ukryte zapiski. Jak się okazuje, jest to historia losów wcześniej zamieszkującej tu rodziny, spisana przez byłą właścicielkę posiadłości, Frances Gray. Akcja wspomnień rozgrywa się w okresie obejmującym obie wojny światowe. W związku z tym wiele tu mowy o wojennym okrucieństwie, o niszczeniu psychiki żołnierzy, wpływie na dalsze życie.

Zmarzniętą i niemal zagłodzoną Barbarę całkowicie pochłania lektura zawiłych losów mieszkańców, aż w końcu poznaje mroczny sekret, ciążący na obecnej właścicielce po dzień dzisiejszy. Czytając Barbara początkowo nawet nie spodziewa się tego, jak duży wpływ będzie miał znaleziony rękopis na jej własny los.

„Dom sióstr” to dobrze napisana powieść, świetne i bardzo plastyczne opisy powodują, że czuje się chłód zimy, czy wręcz przeciwnie, promienie słońca na twarzy, słyszy wyjący wiatr i prawie czuje smak herbaty. Jest tu cała gama ludzkich emocji, takich jak miłość, nienawiść, pożądanie, chciwość, zawiść i wiele innych. Czyta się ją lekko i szybko, godna polecenia.

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z Charlottą Link i pewnie dlatego chętnie sięgnęłam po kolejną jej książkę. Wcześniej czytałam „Echo winy”, krótki opis znaleźć można również na blogu.

Cytaty z książki:

„Rozległ się gwizd czajnika. Laura zalała wrzątkiem liście herbaty. Już ten aromatyczny zapach podziałał kojąco na jej nerwy, po pierwszym łyku, wiedziała to z doświadczenia, będzie nowym człowiekiem.
„Laura i jej filiżanka herbaty”, drwiła zawsze Frances, „jako jedyne w świecie lekarstwo na bóle brzucha, kurcze mięśni łydek, koszmary senne i depresje. Dla niej inne lekarstwa mogłyby nie istnieć.””

„Człowieka omija w życiu zbyt wiele przyjemności – oświadczyła – jeśli ciągle stara się tylko za wszelką cenę przestrzegać każdej zasady.”

„Wszystko musi trwać. A ponieważ tak jest, ludziom czasem wydaje się, że jakiś stan trwa wiecznie. Ale to nie prawda, wszystko się zmienia. Gdy my widzimy jeszcze stagnację i z jej powodu ogarnia nas zwątpienie, toruje już sobie drogę zmiana.” 

„Wraz z wiekiem rośnie poczucie, że pozostało niewiele czasu – powiedziała. – Ale rośnie także determinacja, aby nie robić już tego, czego się naprawdę nie chce.”

„Istnieje wewnętrzna samotność, która sprawia, że człowiek czuje się samotny także wśród ludzi.” 

„Ciągłe szukanie winy u innych miewa zgubne skutki, bo wtedy nigdy nic się nie zmienia…. Zawsze muszą być do tego dwie osoby. Jedna, która coś robi, i druga, która na to pozwala.” 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *