Herbata sypana czy ekspresowa?

Sypana czy ekspresowa, oto jest pytanie. Ja wątpliwości nie mam najmniejszych, zdecydowanie sypana i chyba coraz większe grono „herbatopijców” ma zdanie całkiem podobne. Dawno, dawno temu, prawie w czasach prehistorycznych, kiedy byłam sporo młodsza, piło się jedną (może dwie), czarną herbatę, parzoną w czajniczku. Później pojawiły się herbaty granulowane, aż w końcu i te ekspresowe. Oczywiście wszystkie były czarne (przynajmniej w nazwie), o zielonej mało kto słyszał. W końcu i ona się pojawiła, jako ekspresówka, próbowałam i… mocno się zawiodłam. Lurowate siano.

Dopiero kiedy pojawiła się zielona luzem doceniłam jej walory smakowe, pomimo tego, że na pewno nie była to herbata wysokiej jakości. I to był pierwszy punkt za parzeniem herbaty… normalnie, czytaj tradycyjnie.
Tak sobie teraz myślę, jak łatwo można kogoś zrazić do picia zielonej herbaty, podając mu kiepską jakość, w dodatku ekspresową. A najlepiej zalać wrzątkiem, wtedy niechęć murowana. Chyba, że ktoś traktuje ją jako uzdrowicielski cud, bądź też dietę cud, wtedy zniesie wszystko!
Mocne rozdrabnianie liści ma sens w przypadku ekspresówek, wszystko w stronę konsumenta, który w gonitwie codziennego życia, nie ma czasu na bawienie się z dzbanuszkami, czajniczkami, sitkami i tak dalej.
Z tym, że herbaty ekspresowe są wygodne, nie ma co dyskutować, taka jest prawda. Wrzucasz torebkę do kubka czy filiżanki, zalewasz gorąca wodą i zaraz jest herbatka. Może być wygodne na pikniku, pod namiotem, choć i w takich warunkach warto przygotować ją inaczej. Sama, kiedy wstaję rano i jeszcze nieco zaspana chcę napić się herbaty, sięgam czasem po ekspresową, nie mówię tej formie kategorycznie „nie”. Gdybyście zajrzeli do mojej szafki w kuchni, znaleźlibyście niejedną ekspresową. Te cenniejsze, pakowane luzem, mają swoje miejsce gdzie indziej, nie w kuchni, a w moim podręcznym kąciku herbacianym, składającym się z kawałka biurka i małej komody. Kącik jeszcze ubogi w wyposażenie, ale pracuję nad tym.
Wracając jednak do tematu, warto się zastanowić dlaczego drobnica z torebki nie daje takiego smaku i aromatu jak w przypadku większych kawałków liści, bądź nawet całych.
Nie trzeba być znawcą herbat, żeby domyślać się jaki wpływ ma bardzo drobne posiekanie listków, wystarczy skończenie edukacji na… powiedzmy poziomie szkoły średniej, gdzie uczą chemii, fizyki itp., a do tego odrobinę wysilić szare komórki i logicznie pomyśleć. Posiekane, pogniecione czyli pokaleczone listki ulegają procesowi utleniania (większa powierzchnia ma kontakt z powietrzem), herbata traci aromat, staje się mniej wydajna. Tak, tak, bo w przeciwności do herbaty sypanej, zaparzymy ją tylko raz, za to szybko i wygodnie. Herbatę luzem zalewamy kilkukrotnie i to bez uszczerbku w smaku i aromacie.
Kolejny argument to… ceny
Pomijam już kwestię jakości, chodzi mi jedynie o porównanie ceny tej samej herbaty, ale różnie pakowanej i sprzedawanej. Nikt mi nie powie, że koszty cięcia liści, pakowania do bibułkowych torebeczek, zszywania lub sklejania, dodawania sznureczka i kolorowej zawieszki, są sponsorowane przez producentów ku naszej uciesze. Za to musimy też zapłacić. Do tego dochodzą jeszcze koszty odpadów, czytaj śmieci, za których wywóz też płacimy. Wiem, aż tak dużo tego nie będzie bo bibułki małe i cienkie, trochę papieru, ale jak liczna rodzina i pijąca dużo? :)
Przy najbliższej okazji sami sprawdźcie w sklepie jakie są różnice w cenie tej samej herbaty, czasem mniejsze, ale bywają też bardzo duże.
Przykład? Bardzo proszę, nawet ze zrzutami ekranu.
Sypana – 118,32 za kilogram, ekspresowa „tylko” 189,90.
Zrzuty pochodzą ze strony Tesco, poszłam na łatwiznę, pokazują tam ceny za kilogram, nie było potrzeby wyjmowania kalkulatora.
Cóż, wychodzi na to, że picie tylko i wyłącznie herbaty sypanej nie jest jakimś snobizmem (niektórzy tak uważają), a… czystą oszczędnością. Kolejny argument ważny dla przeciętnego zjadacza chleba, który sięgając po herbatkę ekspresową twierdzi, że na te „lepsze” go nie stać. A gdyby tak jeszcze wziąć pod uwagę możliwość wielokrotnego parzenia jednej porcji herbaty, tej niby droższej? Takich porównań nie robiłam, ale kto wie, może niższa półka okazałaby się wyższą (w cenie)? 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *