Herbata Yunnan Mao Feng

Yunnan Mao Feng, czyli dobry smak z popularnego marketu. Możliwe?  Jak najbardziej i warto czasem, podczas tradycyjnych zakupów, sięgnąć po coś nowego, zwłaszcza jeśli jest to herbata sypana i widać jej susz przez okienko w opakowaniu. Wiadomo, że po samym wyglądzie trudno jest ocenić herbatę, ale trudno otwierać opakowanie i wąchać, a tym bardziej chodzić z termosem i przyrządzać sobie w sklepie próbkę. Chociaż…? Właściwie to nie wiem dlaczego nie ma takiej możliwości, jogurtami, kawą, kiełbasą itp. czasem częstują.

Dosyć o marketach, bieganiu z wózkiem po sklepie, to nie są atrakcyjne czynności, przynajmniej dla mnie. Wracam do samej herbaty, którą zaczęłam przygotowywać w mieszkaniu, ale bardzo zachęcająca pogoda sprawiła, że zakończyłam na balkonie.
Herbata Yunnan Mao Feng to czarna, chińska herbata, której susz to dość duże liście, ze złocistymi tipsami. Wygląd i przyjemny zapach zachęcał do parzenia.
Zalałam herbatę odrobinę przestudzoną wodą, czy coś około 95 stopni, wykorzystując ulubiony gaiwan. Po minucie oczom ukazał się napar o pięknym, ciemno bursztynowym kolorze. Zapach lekko miodowy, smak głęboki, początkowo wydawał się jakby nieco korzenny z odrobiną słodyczy.
Jak zwykle w przypadku lepszych herbat, powtarzałam parzenia (wydłużając czas) do momentu utraty smaku. W tym przypadku spokojnie można było zalewać listki trzykrotnie, a nawet czterokrotnie.
Na powietrzu herbata smakuje jeszcze lepiej, teraz był balkon, w niedalekiej przyszłości pewnie zabiorę akcesoria na rower i… na łono natury. Najlepiej gdyby było to miejsce nad wodą, bez nadmiaru wypoczywających ludzi, gdzie dominującym dźwiękiem, dochodzącym do uszu, byłby śpiew ptaków i szum wiatru. Ewentualnie mogą być jeszcze kumkające żaby.
Celowo pokazuję na zdjęciach opakowanie bo warto po nią sięgnąć, zwłaszcza jeśli lubi się Yunnany. Dobrze, że czasem nawet w zwykłym markecie można trafić na naprawdę smaczną herbatę. Szkoda, że nie udaje mi się taki zakup w przypadku herbaty Pu Erh. Stoją na półkach w niewielkim wyborze i zazwyczaj z dodatkiem cytrynowego aromatu, który szczypie w nos jak zaraza. Do tego głównie od producenta, który już dawno mi podpadł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *