Herbata na deszczowy dzień

Od wczoraj aura drastycznie popsuła się, ulewy, pozalewane ulice i nie tylko. Czy w taką pogodę nie macie ochoty na aromatyczny rosół? A co, jeśli nie ma w domu składników? Zawsze zostaje filiżanka, bądź czarka, dobrej herbaty! Zaraz, a co to ma wspólnego z rosołem?!

Ostatnio często piszę o napawaniu się zapachami herbacianych listków, suchych, mokrych, całkiem już zużytych. Tak, dobre herbaty potrafią cudownie pachnieć i to nawet bez dodatku sztucznych aromatów! I właśnie dzisiaj kilka słów o jednej z nich, już ostatniej z przesłanych mi przez TeaVivre.
A będzie o zielonej herbacie z tegorocznego zbioru: Bi Luo Chun Green Tea (Pi Lo Chun). Herbata pochodzi z prowincji Jiangsu w Chinach, susz to poskręcane pąki, z jasnymi końcówkami.
Przyszedł czas i na… rosół. Otóż po otworzeniu torebki z próbką herbaty, poczułam bardzo intensywny, warzywny zapach. Nie wiem, może ze względu na pogodę, ale natychmiast skojarzyłam go z lekkim rosołkiem. Dopiero po chwili, a dokładnie po kilku „niuchach”, wyczułam jeszcze orzechową nutkę. Ogólnie fantastyczne wrażenie!
Zaparzyłam herbatę używając większej ilości suszu, ale z krótkim czasem parzenia, choć tym razem nie w gaiwanie, a w malutkim, szklanym dzbanuszku. Woda o temperaturze nie wyższej niż 80 stopni.
Tak jak w przypadku zapachu suszu dominował aromat warzywny, tak już sam napar był ewidentnie bardziej owocowy. Delikatny, słodkawy i lekko orzechowy smak przenikał aromat… no właśnie, nie bardzo mogłam skojarzyć. Po chwili, szczególnie w pierwszym parzeniu, wczuwałam coś, co przypomina liczi.
Trudno jest mi, na ten moment, polecić najlepszy sposób parzenia dla tej herbaty, nie próbowałam jeszcze parzenia bardziej europejskiego, czyli mniej suszu, dłuższy czas parzenia, ale zostało mi jeszcze trochę listków, więc na pewno spróbuję.
Herbata godna polecenia, niestety nie jest dostępna w popularnych sklepach, ale warto czasem spróbować czegoś lepszego, w dodatku zaopatrzonego w certyfikaty świadczące o czystej, pozbawionej chemii, uprawie.
Wszystkie herbaty, które miałam przyjemność próbować dzięki TeaVivre, w mojej ocenie należą do wyjątkowo dobrych. Jedyna ich wada, to zbyt szybko kończące się próbki. Oj takich herbat to ciągle jest mało! Na szczęście i w krajowych, dobrych sklepach z herbatą, można nabyć coś, co przyniesie wielką przyjemność dla zmysłów.
Thank you TeaVivre!

1 Odpowiedź

  1. 14 maja 2015

    […] się Bi Luo Chun Green Tea (Pi Lo Chun), którą miałam już przyjemność pić rok temu (zobacz wpis).  Podejrzewałam, że po takim czasie trudno mi będzie porównać smaki i aromaty, ale jedno […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *