To nie był udany zakup, ale i tak wypiję w nim herbatę

Wspominałam już, że mój ulubiony gaiwan uległ destrukcji. W związku z tym postanowiłam kupić nowy, zaczęłam rozglądać się po sklepach internetowych. Tak się złożyło, że zajrzałam również do serwisu OLX, czyli dawnej tablicy. Odkryłam tam dwa, bardzo ładne gaiwany, w atrakcyjnej cenie. Oczka mi się uśmiechnęły.

Zamówiłam, przelałam pieniążki, czekałam na przesyłkę. Doczekałam się… rozczarowania. Owszem gaiwany na prawdę ładne, co z tego skoro oba uszkodzone. Tak, zdawałam sobie sprawę z ryzyka kupowania od prywatnej i obcej osoby, ale ponieważ kwota była śmiesznie mała, a naczynia śliczne, podjęłam taką, a nie inną decyzję.
Z tego co zauważyłam, gaiwany musiały być uszkodzone przed zapakowaniem, w paczce były małe drobinki odłamków, ale z całą pewnością nie odpowiadały ilości ubytków.  W pierwszym momencie chciałam całość wywalić do kosza, ale… no przecież szkoda. W sumie z dwóch zebrałam to, co nie uszkodzone lub bardzo mało i postanowiłam jeden gaiwan zostawić. Może uda mi się jeszcze mały ubytek pod dnem wypełnić, muszę tylko doczytać czym najlepiej to zrobić. Tak wygląda małe uszkodzenie, które przy ustawieniu na podstawce w zasadzie nie jest widoczne, a naczynie stoi stabilnie.

Co do samych gaiwanów trudno mi się wypowiedzieć, nie znam się za bardzo na chińskiej porcelanie. Tym bardziej nie potrafię rozszyfrować fikuśnych znaczków na opakowaniu. Są po prostu ładne, ale i sporych rozmiarów. Pojemność to 280 ml, czyli w sam raz do picia herbaty we dwoje lub troje. Ewentualnie dla kogoś, kto pije na raz duże ilości. Można też zalewać listki mniejszą ilością wody.

No cóż, sparzyłam się, ale świadomie. Wszystko przez tego małego, herbacianego bzika. Przy okazji nauczka dla mnie i innych zbzikowanych. ;)

I jak, podoba się Wam? Mi tak (nawet „szczerbaty”), teraz tylko brakuje mi czarek w podobnej kolorystyce, ale chyba z Olx-em dam sobie spokój?

A na pociesznie i otarcie łez przyszła inna paczka, pomimo bardzo długiej drogi (z Chin) cała i nieuszkodzona. Zawartości zapewne można się domyślić, ale o tym już po… degustacjach.

2 komentarze

  1. Grzesiek napisał(a):

    No niestety po mojej ocenie wyglądu tego gai wan jego ścianki muszą być grubsze i dobrze trzymać ciepło.
    Gai wan bardzo mi się podoba. No szkoda że jest uszkodzony u podstawy. Jeśli dobrze stoi na podstawce chao peng to jest duży plus. Spróbuj go przetestować jak parzy się w nim herbata.
    Chociaż jest uszkodzony, a poznasz wartość parzonych w nim herbat na pewno go docenisz.
    Z wyglądu ciężki i toporny, ale miło cieszy oko. Mi się podoba.
    Pamiętaj że gai wan to naczynie którego nie produkuje się masowo w Europie.
    Gdyby nie było internetu i kontaktu z Chinami, na pewno byś o niego dbała jak o coś wartościowego, mimo że są uszkodzone.
    Nie przejmuj się tym. Im starszy tym lepszy.
    Możesz go używać też do parzenia małych ilości herbat i pić bezpośrednio z niego.
    W przypadku picia prosto z gai wan ważne jest użycie mniejszej ilości liści.
    Muszą ledwo przykrywać dno gai wan, aby napar nie był zbyt tęgi i gorzki. No odpowiednia temperatura wody do rodzaju herbat jest koniecznie wskazana.
    Dla wyrównania mocy naparu możesz przemieszać go pokrywką gai wan.

    Nie zrażaj się i przyjmij ten gai wan jako nowe wyzwanie:), a jednocześnie naukę na przyszłość. Przed zakupem trzeba pytać czy przedmiot jest ok, a w razie wątpliwości poprosić o dodatkowe fotki.
    Pozdrawiam.

    • deni napisał(a):

      Nie jest to jakieś cudo, przede wszystkim jest dla mnie za duży. Mimo wszystko używam go, sprawdza się zamiast czajniczka kiedy chce zaparzyć herbatę dla dwóch osób. Teraz, kiedy już miałam do czynienia z różnymi, wiem, że najbardziej pasuje mi z glinki, a najmniej szklany. Ten ostatni dobry jest jedynie do pokazania herbaty, choć wcale nie jest to konieczne. Fakt, za szybko traci temperaturę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *