Aromatów w herbacie ciąg dalszy

Zaryzykowałam, kupiłam herbatę z dodatkiem sztucznego aromatu. Dlaczego? Skusił mnie mleczny dodatek. Od dawna lubię mlecznego oolonga, oczywiście tego prawdziwego, a nie wzmacnianego chemią, pomyślałam… a może nie będzie źle? I tak trafiła do mnie chińska zielona herbata Milky Mao Feng.

Na nos aromat nawet przyjemny, aczkolwiek trochę zbyt intensywny. Susz taki przeciętny, kawałki listków, czasem całe, adekwatny do nie za wysokiej ceny.
Parzenie wodą o temperaturze 70 – 80 stopni, koniecznie z pierwszym przepłukaniem listków! Czyli wlewamy wodę, po kliku sekundach wylewamy. Ilość zalań? Spokojnie można zrobić trzy, pozostałości aromatu długo siedzą w listkach.
Jeśli komuś nie przeszkadzają aromaty, powinien być zadowolony. Ja miałam wrażenie, że szczypie mnie (szczególnie na początku) w czubek języka. Herbata podobna do milk oolong, tego sztucznie aromatyzowanego, jednak jakość suszu bardziej odpowiada mi w oolongu.
Oczywiście są to moje subiektywne wrażenia, a ja od dawna nie przepadam za aromatyzowanymi herbatami, nawet popijając yerba mate, zawsze wybierałam naturalną.
Co do metody parzenia, zdecydowanie polecam po europejsku. Duża ilość suszu, w przypadku metody gong fu, to dużo sztucznego aromatu, przynajmniej w pierwszym, właściwym parzeniu. Powiedziałabym… stanowczo za dużo i może dlatego szczypie? W przypadku klasycznej, tej naszej tradycyjnej metody parzenia, również polecam króciutkie przepłukanie listków.
Jeszcze słówko na temat gaiwana. Po iluś tam próbach stwierdzam, że wygodniejszy w użytkowaniu jest jednak ceramiczny (lub porcelanowy). Ze szklanego gorzej nalewa się herbatę, sporo leci nie tam gdzie trzeba. Nie wiem, ale wydaje mi się, że przyczyną może być brzeg pokrywki i samego gaiwana. Brzegi w szklanym są wykończone pogrubionym wałeczkiem, w moim poprzednim (z glinki) były płaskie, cieniutkie. Podejrzewam że wałeczkowaty brzeg jest w pewnym sensie wymogiem użytego materiału? Dokładniej widać to na zdjęciu poniżej.
Działa to mniej więcej tak, jak rura położona w poprzek strumienia, stuków i efektów takiej przeszkody zapewne opisywać nie muszę?
Biorąc pod uwagę fakt, że gaiwan używany jest podczas metody gong fu, gdzie i tak leje się na boki i wymagana jest wodoszczelna podstawka, taca czy klasyczny chapan, nie jest to wielki problem. Jak to się mówi, coś za coś. Chcesz widzieć więcej to rozlewaj na boki. ;)

1 Odpowiedź

  1. EwaMK napisał(a):

    Dzisiaj spróbowałam Milky Mao Feng. Chyba też jednak wolę Milky oolong w wersji aromatyzowanej niż aromatyzowanego Mao Feng.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *