Dzień Marzyciela

Wczoraj mój smartfon przypomniał mi, że 8 września jest Dzień Marzyciela. Miłe święto, zwłaszcza, że dotyczy każdego z nas. Czy to mały, czy to duży, chłopczyk czy dziewczynka, dzieciak w przedszkolu bądź leciwa babcia… każdy marzyć powinien. Prawdę mówiąc dziwny to byłby człowiek, który nie marzy. A jeśli tak jest, polecam zatopienie się w książkach, one znacznie ułatwiają bujanie w obłokach.

Zakładając jednak, że każdy o czymś marzy, zastanawiam się jak bardzo zmieniają się marzenia z wiekiem. Bo chyba tak jest? Trudno przecież, będąc już na emeryturze, marzyć o awansie zawodowym. Nie wyobrażam sobie też, aby zdrowy nastolatek marzył o możliwości przejścia, o własnych siłach, kilku kilometrów.

Zmieniają się potrzeby, możliwości, zmieniają się marzenia. Mam tu na myśli te z nich, które przynajmniej w teorii, są możliwe do spełnienia.
Bo marzenia bywają różne. Są małe i duże, łatwe do realizacji, wymagające poświęcenia lub zupełnie irracjonalne. Pomijając te ostatnie, pamiętać trzeba, że wszystkie inne mogą stać się faktem. Wiem, wiem, to bywa trudne, zwłaszcza jeśli trzeba coś zrobić, ruszyć szanowne cztery litery. W zasadzie można też żyć samymi marzeniami, jeśli z jednego nic nie wyjdzie, można zastąpić je kolejnym. Może nawet ciekawszym? I w sumie nie ma nic w tym złego, bo marzenia fajne są, tylko co to za życie? Nuda, a na stare lata gwarantowane zgorzknienie.

Z realizacją jest różnie, ale zawsze potrzebna jest nasza inicjatywa, czasem ogromny wysiłek. Oczywiście bywa, że pomaga nam zwykłe zrządzenie losu, bliska osoba lub też wygrana w Lotto. Chcielibyście, co? :) Tylko że nawet w przypadku tej wygranej, poza samym łutem szczęścia, też trzeba niezbędne minimum zrobić – zagrać.

Wracając do zmienności marzeń wraz z wiekiem. O czym marzą seniorzy?

Kiedyś zetknęłam się ze stwierdzeniem, że starsi ludzie już nie marzą, a w zasadzie trochę tak, ale są to myśli związane wyłącznie ze zdrowiem. Może jest w tym trochę prawdy, byłoby dobrze gdyby udało się to choć odrobinę zmienić.

„Bylibyśmy niejako martwi, gdybyśmy już nie mieli o czym marzyć”
Lucy Maud Montgomery „Ania na uniwersytecie”

Może właśnie z wiekiem powinniśmy się nauczyć lepiej marzyć? Jak lepiej? Po prostu marzyć, marzyć, marzyć! Może trochę odważniej, zapominając na chwilę o swoich troskach. Gdzie jest powiedziane, że starsza osoba mająca problemy z poruszaniem się, marząca o pewnie ostatnim już spojrzeniu na szczyty Tatr, nie zrealizuje tego. A nóż ktoś młodszy i sprawniejszy, z najbliższego otoczenia, ocknie się i spełni to marzenie. Oby!

Dzięki marzeniom unikamy codziennej rutyny, odrywamy się od problemów, odczuwany chwile radości, a przede wszystkim pobudzamy nadzieję. Marzenia wywołują tylko i wyłącznie pozytywne uczucia, więc tym bardziej nie należy ich sobie odmawiać. Dodają siły, są jak terapia, trzeba tylko pamiętać – tak jak z lekami, nie można ich przedawkować.

„Nikt nie jest za stary na marzenia, tak jak marzenia nigdy się nie starzeją.”
Lucy Maud Montgomery – Ania z Szumiących Topoli

Jak marzyć?
Chyba nie ma na to jednej recepty? W łóżku przed zaśnięciem? A może w wygodnym fotelu, z kubkiem ulubionej herbaty? (polecam!) Na spacerze w lesie? Zapewne wiele jest takich sposobności.

Na koniec wypadałoby może napisać o swoich marzeniach? Niektóre są tylko moje, a inne? Nie wdając się w szczegóły… wrócić do tego, z czego (wbrew własnej woli) musiałam zrezygnować. Mało realne, ale podobno zawsze trzeba mieć nadzieję? :)

Foto: nexusplexus / 123RF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *