Literatura kobieca

Tak się jakoś ostatnio składa, że w moje ręce trafiają głównie książki zaliczane do literatury kobiecej. Literatura kobieca – a cóż to takiego, jest jakaś definicja? Czy to książki pisane przez kobiety, dla kobiet, czy może opisujące świat kobiet? A może zalicza się do nich same harlequiny? Na pewno nie! Nie podejmuję się szufladkowania, nie jestem pewna czy książki faceta, pięknie piszącego o kobietach (i nie tylko), zaliczyć można do nurtu literatury kobiecej? A nie wystarczy powieść obyczajowa, romans, kryminał? Może zostańmy przy pojęciu literatura popularna, co wcale nie musi oznaczać gorsza.

Popularna to bardzo często codzienny odstresowywacz, ambitna… od czasu do czasu może być, byle nadawała się do czytania. Krytyka literacka to jedno, zapotrzebowanie czytelnicze drugie. Nie mieliście jeszcze takiej sytuacji – o ta książka jest na topie, muszę przeczytać, żeby nie wyjść na ćwoka. I tak ambitnie, kartka za kartką… ale nie koniecznie do końca.
Ostatnio czytałam kilka książek Magdaleny Witkiewicz. Nie będę pisała tu recenzji, bo zawsze powtarzam, nie lubię tworzyć streszczeń. Zdecydowanie bardziej lubię czytać :) i to w całości.
Tytuły jakie mi wpadły w ręce to: Milaczek, Szczęście pachnące wanilią, Panny roztropne, Zamek z piasku, Szkoła żon, Pensjonat marzeń. Coś tam jeszcze zostało i na pewno przeczytam. Później pozostanie mi czekanie na kolejne.
Wszystkie książki Pani Magdaleny zdecydowanie i bardzo skutecznie poprawiają humor. Świetne na deszczowy wieczór, oczywiście z kubkiem herbaty, na chandrę itp. Zdecydowanie lepsze zajęcie niż oglądanie seriali w telewizji, albo jeszcze gorzej… politycznych debat.
Książki nie są banalne, poruszają trudne problemy, ale język i styl autorki, nie wspominając już o dowcipie, powoduje, że czyta się je bardzo dobrze. Które tytuły polecam najbardziej? W zasadzie wszystkie, mi najbardziej przypadła do gustu „Szkoła żon” i „Szczęście pachnące wanilią.”
Wczoraj skończyłam książkę Kasi Bulicz-Kasprzak „Nalewka zapomnienia czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek.” Owszem, dla nieco starszych i tych bardzo wiekowych też. Główny wątek to życiowa zmiana, kobieta u progu kariery rzuca wszystko i przenosi się na zapadłą wieś. Tam dość szybko zmienia całkowicie swój stosunek do życia. Powód? Nie napiszę, trzeba sięgnąć po lekturę.
Swoją drogą ostatnio sporo pojawia się podobnych tematów w literaturze, czyżbyśmy faktycznie mieli czasem dość gonitwy? Najczęściej takie „rewolucje” pozostają jedynie w sferze marzeń i stąd tak chętnie sięgamy po… bajkę dla dorosłych.
„Nalewka zapomnienia” to bardzo ciepła, czasem zabawna, ale przede wszystkim życiowa książka, nawet pomimo bajki w tytule i treści. A jak do tego dorzucić miłość do zwierząt, w tym przypadku psa, kota i myszki… tylko czytać!
Krótki cytat z książki, słowa wypowiedziane przez kota:
„- Otóż kot, sam zwierzęciem dostojnym będąc, musi mieć imię dostojne. Na przykład Koloseum ze wszech miar jest odpowiednie. Może niezbyt praktyczne, ale to nie ma znaczenia, i tak używanym nie będzie. Nie wołasz kota, bo kot sam przychodzi, kiedy uzna to za stosowne.” 
Wracając jeszcze na moment do zmian w życiu, myśl głównej bohaterki:
„Gapienie się w sufit sprawiało mi niesamowitą frajdę, naprawdę żałuję, że nigdy wcześniej nie poświęcałam temu tyle czasu.” 
Z ostatnio przeczytanych mogę polecić również dwie książki Aleksandry Tyl – „Aleja bzów” i „Szczęście pachnie bzem”. Jak można się domyślić po tytułach, druga jest kontynuacją pierwszej i zalecam taką kolejność, inaczej traci to sens. Obie świetnie się czyta, choć mi bardziej przypadła do gustu druga. Lektura dla wszystkich pań, bez względu na wiek, bo i bohaterki są w bardzo zróżnicowanym. Do tego kubek zielonej herbaty, kilka kostek czekolady i… za sprawą autorki, czujemy się jakbyśmy przebywali pośród bohaterów książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *