Podsumowanie roku 2016

Wraz z końcem roku, na blogach (i nie tylko), spotykamy się z tekstami podsumowującymi poprzedni rok, jak i z postanowieniami, planami na rok następny. Wspominając to, co wydarzyło się u mnie w 2016, planów na 2017 nie robię żadnych! Mogę mieć jedynie marzenia.

2017

Jaki był dla mnie rok 2016? Hmm… ogólnie mogę stwierdzić… koszmarny. Zresztą widać to po wpisach na blogu. Kilkumiesięczna przerwa nie świadczy o moim zniechęceniu ani lenistwie. To życie tak sprawiło, a w zasadzie chyba trzeba napisać konkretnie – to borelioza. Na przestrzeni lat zmieniała się również tematyka wpisów (co niektórzy pewnie mają mi to za złe), to też nie działo się bez przyczyny – to też spowodowała, w dużym stopniu, borelioza.

Kiedyś pisałam o Nordic Walking, cudownym sporcie dla każdego. Niestety problemy zdrowotne zmusiły mnie do schowania kijków głęboko w szafie, skończyły się wpisy na ten temat. Później było trochę na temat rękodzieła i tu przyznaję, robiłam różne rzeczy, zmieniałam techniki z czystej ciekawości, warto przecież próbować w życiu wszystkiego. Na dzień dzisiejszy, wszystkie ręczne robótki, wymagające pełnej sprawności obu rąk odpadają. Tu znowu na drodze stanęła borelioza, która w tym roku spowodowała częściowy niedowład lewej strony ciała.

Oczywiście nie mogę pominąć tak ważnego tematu jak herbaty. Przecież nie potrzeba do tego dwóch sprawnych rąk. :) Tak się jednak składa, że za sprawą boreliozy (znowu) piję jej tyle co nic. Odżywiam się antybiotykami, ziołami a do tego jestem na bardzo rygorystycznej diecie.

Co jeszcze? Aha, książki! Czytałam nałogowo, w tym roku była tego garstka, choć ostatnio zaczynam nadrabiać zaległości. Powiecie – co, znowu przez boreliozę!? W pewnym stopniu tak, nie czytałam bo wpadłam w depresję, którą nadal leczę. Depresja u chorych na przewlekłą i bardzo „przeterminowaną” boreliozę jest bardzo częsta.

W zasadzie o swoim prywatnym życiu nie pisałam tu zbyt dużo, zawsze chciałam trochę prywatności zachować dla siebie. Teraz pewnie to się nieco zmieni, doszłam do wniosku, że o pewnych sprawach TRZEBA PISAĆ! Jednym słowem blogiem kieruję nie ja a ta paskudna choroba, wraz z towarzyszącymi jej dodatkami. Żeby kierowała tylko blogiem nie byłoby tak źle.

Teraz ktoś może pomyśleć – no tak, teraz będzie tu biadolić o swoich chorobach, dolegliwościach, leczeniu… Może powinnam, ale nie tyle biadolić co uświadamiać, bo z tym jest u nas jeszcze bardzo, bardzo źle. I to nie tylko wśród pacjentów. Niestety. Fundusz Zdrowia też ma nas, chorych na boreliozę…. domyślcie się gdzie. To co jest być może skuteczniejsze w diagnozowaniu i leczeniu nie jest zgodne z odgórnymi wytycznymi, podstawowe i w miarę wiarygodne badania nie są refundowane. Chorzy na boreliozę często uznawani są za hipochondryków, kierowani są do psychiatrów, czyli najczęściej źle diagnozowani. Przykłady można by mnożyć!

Mój 2016 to prawie setka dożylnych wlewów z antybiotykami, tych doustnych nie jestem w stanie zliczyć (kilka miesięcy). Do tego cała masa innych leków, preparatów naturalnych i… dobrze wyczyszczony portfel. Ale są i pozytywne aspekty. Niemożliwe? A jednak! Poznałam wielu ludzi z podobnymi problemami, między innymi chodzi mi o depresję. Teraz wiem czym jest i podobnie jak wielu chorych, uważam, że nikt nie jest w stanie zrozumieć tej choroby dopóki sam jej nie dozna. Mam nadzieję, że Was ona nigdy nie będzie dotyczyć. Tego wszystkim życzę.

Ktoś mi mówił – nie mów, że leczysz się na depresję bo potraktują cię jak wariatkę. A niech tam, niech traktują, przynajmniej lepiej poznam ludzi ze swojego otoczenia. I tak się stało. Cały ten rok, wyjątkowo obfitujący w problemy zdrowotne, chyba mnie zmienił. Zaczęłam inaczej patrzeć na świat, ludzi, problemy. Widać nic nie dzieje się bez przyczyny.

Na koniec mogę Was tylko zapewnić, że blog nie stanie się moją „ścianą płaczu”. :) W jednym z następnych wpisów postaram się opisać, w telegraficznym skrócie, jak to wyglądało u mnie na przestrzeni czterdziestu lat. Obiecuję krótko, a zresztą nie każdy musi czytać. Póki co, jak mi często powtarzają lekarze – trzeba cieszyć się każdym przeżytym dniem – mają rację, tylko czasem, w chwilach słabości, nie jest to takie proste.

wlewP.S.

Jak tam Wasze przygotowania do Sylwestra? Ja zostałam już dzisiaj tak „napompowana”, że już nawet szampana nie potrzebuję. :D Pomimo czterogodzinnego siedzenia w przychodni nie narzekam, spędziłam ten czas w bardzo przyjemnym towarzystwie personelu. Wbrew powszechnie krążącej opinii, ja spotykam w naszej służbie zdrowia wspaniałych ludzi. Może mam takie szczęście, a może na widok tak beznadziejnego przypadku stają się tacy mili? Nie, nie, to drugie stanowczo odrzucam.

 

Życzę Wam, moi drodzy, wszystkiego najlepszego na ten Nowy 2017 Rok!
Zdrowia, spełnienia marzeń, kreatywności, mniej stresów i lepszego poznania siebie, swoich możliwości. Życie jest jedno i warto zatrzymać się na chwilę, zrelaksować, porozmawiać ze swoim ja, a być może dopiero je odkryć? A przede wszystkim uśmiechajcie się do ludzi bo:

Uśmiech bogaci obdarzonego, nie zubożając dającego. – Stapulensis Jacobus Faber

2 komentarze

  1. herbaciany notes napisał(a):

    Szczerze podziwiam tak odważne i szczere wyznanie! To wielka sztuka mówić o bolesnych, niewesołych sprawach, o walkach, które codziennie musimy toczyć ze swoimi słabościami…myślę, że takie wyznania nie tylko dają siłę mówiącemu, ale przynoszą pocieszenie słuchającemu… W Nowym Roku życzę dużo optymizmu i wytrwałości w zmaganiach z tą trudną chorobą! Dużo radości i nieustannych zachwytów nad małymi sukcesami oraz….duuuużo więcej dobrej herbaty! :) do siego roku! :)

  2. deni napisał(a):

    Bardzo dziękuję, mam nadzieję, że małymi sukcesami zacznie się ten rok. Nie poddaję się, a miłe sowa jeszcze bardziej dodają sił i motywują. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *