Notes, pamiętnik, dziennik, bullet journal…

Nie wiem czy dzisiaj jest jeszcze praktykowany szkolny zwyczaj wpisywania się do pamiętników? Pewnie nie, teraz dzieciaki w(y)pisują się na FB. A ja pamiętam i przyznaję, że mimo banalności wierszyków typu „na górze róże, na dole fiołki…”, sekretów pod zagiętym narożnikiem kartki, było to całkiem przyjemne. Bardzo żałuję, że nie uchował się mój pamiętnik.

Teraz mamy całą masę pamiętniko – dzienników. Mogą to być dzienniki z opisami minionych dni czy tygodni, z własnymi refleksjami, troskami, dzienniki wdzięczności. Proste terminarze lub bardziej ubarwione planery, czy też coś, co nazywane jest… bullet journal.

Bullet journal, cóż to takiego?

Bullet journal, w skrócie nazywany „bujo” (ta nazwa brzmi zdecydowanie bardziej swojsko) to taki planer, terminarz i notes w jednym. Generalnie nie ma tu reguły, jest pomysł, zaczęto produkcję specjalnych notesów w kropki i interes kwitnie. :) Pomysłodawcą jest Ryder Caroll, a my tworzymy swoje „bujo” w dowolny sposób.

Czy mam zamiar pisać swoje „bujo”? Nie. Nie planuję dnia, żyję chwilą obecną, czyli tu i teraz. Prawdę mówiąc, w obecnej sytuacji, trudno byłoby mi cokolwiek planować. No może poza przyjmowaniem kolejnych pigułek i wizyt u lekarzy, ale do tego „bujo” nie jest potrzebne, wystarczy kalendarz.

W takim razie, skoro piszę o notesach, co planuję?

Zakładam „Pozytywnik”. Tak, też wykorzystam do tego celu notes, nawet mam w kropki! :) Tu od razu wyjaśnienie – notes w kropki, to notes… w kropki. Nie w linię, nie w kratkę, tylko w kropki. Tekst utrzymuje poziom, łatwiej rysować tabelki, linie, szlaczki, wzorki i co tam jeszcze chcecie.

Pierwszy notes kupiłam ot tak, nagle. Nie szukałam czegoś specjalnego, sprawdzonego i przetestowanego przez blogerki. Był pierwszy lepszy, kosztował około 35 złotych. Format około A5, 96 stron w twardej oprawie. Na okładce kot, nie może być inaczej. Papier o dość dobrej gramaturze, pisząc cienkopisami tusz nie przebija na drugą stronę. Przynajmniej jeszcze nie przebił, nie wiem co będzie jak zacznę tam bardziej bazgrolić.

Wiem już po fakcie, że przepłaciłam, wiem też, że można w podobnej cenie kupić o wiele ładniejsze i bardziej funkcjonalne notesy, czyli jak chcecie kupić, najpierw poczytajcie, a jeszcze lepiej weźcie do ręki. Wadą notesu jest też brak możliwości dobrego otwarcia/rozchylania stron do 180 stopni, zawsze zostają „brzuszki” po których źle się pisze, a co dopiero rysuje. Tyle spraw technicznych, i tak nie są najważniejsze. Bujo, dziennik czy pozytywnik można pisać w zwykłym zeszycie.

Czym będzie dla mnie „Pozytywnik”?

Nie trudno się domyślić, że będzie pozytywny. Zapiski z dnia (raczej nie każdego), przyjemne chwile, ciekawe cytaty, słowa wdzięczności, podziękowania za coś miłego… za czyjś uśmiech, uścisk dłoni… Oj, długo można wyliczać, byle pozytywnie. Celem jest nauczenie własnego umysłu bardziej pozytywnego myślenia i nastawienia do życia. Czy jest to możliwe? Pewności nie mam, ale z ostatnio przeczytanych książek wynika, że jest bardzo prawdopodobne. W momencie kiedy jest ciężko, podczas walki z chorobą, konkretnie boreliozą, psychika siada i to bardzo. Zresztą podobnie może być w przypadku każdej ciężkiej choroby i innych problemów. Często spotykam się z wypowiedziami osób, diagnozujących dziwne objawy (typowe w boreliozie), którzy ostatecznie zostają skierowani do psychiatry. Często mają słuszny żal o posądzanie ich za hipochondryków. Nawet od bliskich mogą usłyszeć, że wymyślają sobie choroby. A to bardzo boli.

W przypadku boreliozy wczesne, właściwe rozpoznanie to podstawa. Niestety, wiele z nas, chorujących na boreliozę, rozpoznanie ma po wielu, wielu latach. Rozpoczyna się bardzo ciężki okres leczenia, z wątpliwym efektem końcowym. W takich sytuacjach kontakt z psychologiem lub psychiatrą jest, moim zdaniem, bardzo ważny. Jednak najpierw właściwa diagnoza i leczenie, dopiero później pomoc w kwestii psychiki, nie odwrotnie!

Wracam do mojego „Pozytywnika”. Już zaczęłam go pisać, w pierwszej kolejności nieco udekorowałam stronę tytułową, przecież rysować lubię.

Teraz przychodzi czas na nowe i oczywiście pozytywne wpisy, bazgrołki itp. Nie mam pojęcia czy wytrwam w tym małym wyzwaniu, ale staram się robić wszystko, co tylko może mi pomóc w walce z chorobą. A jak wiadomo (niestety nie wszystkim) psychika ma ogromny wpływ na nasze zdrowie i sam proces leczenia. W myśl zasady „tonący brzytwy się chwyta” ja chwyciłam za cienkopisy. Rysowałam dużo i służyło mi to. Teraz, mam nadzieję chwilowo, więcej drży mi prawa ręka i mam trudności. Nawiasem mówiąc, uparcie stukam w klawisze obiema rękami, nawet pomimo tego, że palce lewej dłoni nie zawsze trafiają tam gdzie trzeba. :D Trudno, jak nie trafią, będą musiały poprawiać. Innej możliwości nie ma, bo uparta jestem.

Dlaczego piszę tradycyjnie, na papierze, a nie wirtualnie?

Wydaje mi się, że tak jest po prostu lepiej. Warto odciąć się od wirtualnej rzeczywistości, usiąść samotnie w spokojnym miejscu, wyrazić emocje przy okazji odkrywając samą siebie. Warto też nosić swój dziennik czy pamiętnik ze sobą, nigdy nie wiadomo kiedy spotka nas coś przyjemnego, wpadnie do głowy ciekawa myśl. Pewnie można starać się zapamiętać, ale najlepsze i najbardziej szczere jest opisanie emocji na żywo.

Dlaczego jeszcze warto zacząć pisać?

Warto wracać do wcześniejszych wpisów, są to zazwyczaj przyjemne wspomnienia. Osobiście bardzo żałuję, że moja nieżyjąca już od wielu lat mama, nie pisała pamiętnika, tak bardzo chciałabym mieć coś takiego. Może mi uda się zebrać kilka zeszytów i zostawić dla potomnych? :) Czy będą chcieli czytać, nie wiem, ale dla mnie samej, przeglądnie starszych i pozytywnych zapisków, na pewno będzie emocjonalnie pozytywne. O to, między innymi, chodzi.

Pisanie pamiętnika, dziennika czy czegoś podobnego, nie jest tylko dla nastolatek, chociaż właśnie one najczęściej to robią. Nie jest to też zajęcie typowo babskie, wielu dojrzałych mężczyzn pisze, choć może nie przyznaje się do tego? Moim zdaniem zarówno kobiety jak i mężczyźni, szczególnie ci 50plus i więcej, z dużym doświadczeniem życiowym, mogą stworzyć wspaniałą, inspirującą lekturę dla dzieci i wnuków. Czytane po latach na pewno przyniosą wiele przyjemności, wspomnień, uśmiechów na twarzach.

W interencie znajdziecie wiele instrukcji jak pisać w swoim notesie, dzienniku czy bujo. Możecie poczytać, ale moim zdaniem, warto pomyśleć samemu – co to ma być, w jakiej formie i… dla kogo? No właśnie, to też istotna sprawa, pisać dla siebie, czy może dla innych?  Zdecydowanie uważam – robisz to dla siebie. Oczywiście można udostępnić wpisy jednej czy kilku zaufanym osobom, czasem rozmowa na poruszony temat może wiele dać obydwu stronom. Bądźcie jednak ostrożni, im mniej czytelników, tym lepiej, a jeśli już, to musicie mieć pewność, że to dobry pomysł. To jest Twój dziennik, masz być w nim szczera, a Twoje myśli nie zawsze mogą być dobrze zrozumiane przez drugą osobę. Jeśli piszesz tylko dla siebie, co osobiście bardzo popieram, chowaj swój zeszyt, niech  nie kusi wścibskiej osoby, a takich przecież nie brakuje. 

Być może, w przyszłości pokażę na Instagramie kilka zdjęć ze swojego Pozytywnika, ale na pewno nie będą to te bardzo osobiste. Zrobię to jedynie po to, aby pokazać, jak można prowadzić taki notatnik, po prostu mała inspiracja dla innych. Oczywiście warunkiem jest kontynuacja pisania, sama nie wiem jak to będzie u mnie. :)

1 Odpowiedź

  1. Alicja napisał(a):

    Też zastanawiam się nad pisaniem nietypowego dziennika, tylko nie wiem jeszcze na co się zdecydować? Bardzo ładna strona tytułowa! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *