Oliver Sacks i kolejne dwie książki

Oliver Sacks, angielski neurolog, psychiatra, badacz zburzeń rozwojowych, autor wielu książek popularnonaukowych, zagościł ostatnio w moim domu. Oczywiście w przenośni.

Czytałam już Muzykofilię, przyszedł czas na kolejne dwa tytuły – „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” oraz „Antropolog na Marsie”. Zarówno jedna jak i druga książka to zbiór przypadków chorób neurologicznych i ich wpływ na osobowość. Niektóre z opisywanych przypadków bywają niesamowite, czasem przerażające, zwłaszcza jeśli próbujemy sobie wyobrazić siebie w danej sytuacji. Co prawda, nie jest to całkowicie możliwe, bo nie da się czuć tego,co czuje drugi człowiek w stu procentach, nasze umysły są indywidualne i tak też interpretują zjawiska, emocje, nawet ból. Tak, nasze umysły… ile w nich niewyjaśnionych do tej pory tajemnic! Oliver Sacks próbuje je „rozgryzać” i robi to w sposób niezwykle interesujący.

W obydwu książkach znajdujemy opisy wielu chorych, jednak w każdej jest to przedstawione nieco inaczej. W pierwszej, doktor przyjmuje pacjentów w sposób klasyczny, natomiast w „Antropologu”, zrzuca swój biały kitel i wyrusza do pacjentów, chce poznać ich codzienne życie, uczestniczyć w nim. Chce poznać naturę chorego, żeby nie powiedzieć duszę? Może odrobinę przesadziłam z tą duszą, ale jedno jest pewne, Sacks widzi w pacjentach przede wszystkim ludzi, ludzi z ich emocjami, marzeniami, odmiennościami. 

Książki Sacksa to nie tylko opisy ciekawych przypadków neurologicznych, to dużo, dużo więcej. „Przypadki”, te medyczne, to jedno (niestety coraz częściej spotykane w przeciętnych gabinetach lekarskich), natomiast pacjent, jako czująca i myśląca istota ludzka, to już inna „bajka”. Bajka, która powinna być zawsze faktem, której potrzebuje każdy chory. Rzeczywistość jest jednak taka, że lekarze mają ograniczony czas, ograniczone możliwości, przez odgórnie narzucone wytyczne, normy i tak dalej. Na szczęście są wśród nich tacy, którzy pomimo tych ograniczeń są po prostu ludzcy, chcą pomóc, nie leczą rutynowo, interesują się pacjentem nie tylko na poziomie fizycznym. Do takich właśnie zaliczyłabym doktora Sacksa. To lekarz podchodzący do swojego zawodu z ogromną pasją, a do tego dobry pisarz.

W książce „Antropolog na Marsie”, autor, poznając życie chorych od tej bardziej prywatnej, czy nawet osobistej strony, prezentuje nam ludzi, którzy czasem woleliby żyć z chorobą, do której się przyzwyczaili, a szczególnie ich mózgi się przyzwyczaiły, niż przechodzić prawdziwe piekło leczenia, a właściwie jego efektów. Woleliby żyć i być postrzegani jako „nienormalni”, niż przystosowywać się do bycia (przynajmniej na zewnątrz) „normalnymi”.
A tak właściwie co to znaczy być „normalnym”? Może to większość „normalnych” jest „nienormalna”??

„Nie pytaj jaką chorobę ma dany człowiek – zapytaj raczej jakiego człowieka ma dana choroba.”

Sacks pokazuje też coś, co sama nazywam „nadkompensacją”, czyli wzmocnienie pewnych cech, bądź umiejętności, przy osłabieniu innych. Tak,  jak to jest w przypadku osób niewidomych, którym znacznie wzmacniają się inne zmysły. Nie dotyczy to jednak tylko podstawowych, ludzkich zmysłów, takich jak wzrok, słuch czy węch.

„[…] paradoksalną cechą choroby jest jej „kreacyjny” potencjał. […] Tak więc skutki rozwojowej choroby czy schorzenia, które często budzą przerażenie, można postrzegać także jako kreatywne: niszcząc pewne drogi, sposoby funkcjonowania, zmuszają one system nerwowy do tworzenia nowych dróg, do nie zamierzonego, dotychczas rozwoju i ewolucji. Owe możliwości kreacyjne choroby dostrzegam prawie u każdego pacjenta, a ich opisanie tu jest dla mnie najważniejsze.”

Powyższy cytat chyba najlepiej oddaje treść książki „Antropolog na Marsie”.

Obie książki przeczytałam z dużym zainteresowaniem, są napisane językiem przystępnym dla laika i zapewne sięgnę po kolejną, zwłaszcza, że czytam w nich o ludziach a nie „przypadkach”. Te książki mogą wiele nauczyć, szczególnie pokory. Dają do myślenia, pozwalają w pewnym stopniu poznać i zrozumieć chorego, od tej mniej fizjologicznej strony. 

Na chwilę obecną czas odpocząć od literatury związanej z medycyną i z naszymi tajemniczymi mózgami. Własne problemy, związane z „białymi kitlami”, to i tak dość dużo aby dorzucać do tego jeszcze książki. Pora poczytać coś innego, ale o tym… po przeczytaniu, tylko jeszcze nie wiem czego. Może „Historia pszczół”?

2 komentarze

  1. Studnia-wiedzy napisał(a):

    Bardzo pomocne własnie czegoś takiego szukałem :)

  2. deni napisał(a):

    Cieszę się, że wpis na coś się przydał. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *