Zen współczesnych

„Zen współczesnych. Twoja wewnętrzna harmonia i oświecenie” Chris Prentiss – niewielka książeczka, która wpadła mi do do ręki całkiem przypadkiem. No może nie całkiem, bo podczas wizyty w bibliotece. ;)

Filozofia (nie mylić z religią) Zen nie jest mi całkiem obca, postanowiłam wziąć i poczytać. Zaledwie 148  stron, czyli lektura na raz, najlepiej przez snem, tak do poduszki. W moim odczuciu książka dla początkujących swoją przygodę ze wspomnianą filozofią.

Czy to, co doradza autor, jest możliwe? Czy rzeczywiście w prosty sposób możemy stać się szczęśliwi? Nie wiem, ale jedno jest pewne, filozofia Zen i życie z nią w zgodzie, a życie na styl zachodni, czyli wyścig szczurów, stres, modne trendy, którym trzeba sprostać… to dwa przeciwległe bieguny.

Może warto jednak troszkę się „przeprogramować”? Zwłaszcza, że nasze umysły, stany emocjonalne mają ogromny wpływ na nasze ciało, stan zdrowia.

Tu pozwolę sobie wstawić krótki fragment, z tej równie krótkiej książeczki.

„Uzdolnieni medycy przez wieki mówili swoim pacjentom, że jednym z najważniejszych aspektów leczenia, jeżeli nie najważniejszym, jest wola życia. Jakieś 2400 lat temu grecki medyk Hipokrates, uznany za ojca medycyny, mówił swoim studentom, że negatywne emocje powodują choroby, a pozytywne pełnią rolę decydującego czynnika w powrocie do zdrowia.

Jeżeli będziesz szczęśliwy, pełen energii i entuzjazmu dla tego, co Cię czeka, czy też generalnie będziesz dobrej myśli, silnie wpłyniesz na swój system immunologiczny, który w odpowiedzi będzie utrzymywał optymalny stan Twojego zdrowia. Jeżeli jesteś zniechęcony, smutny, niezadowolony, samotny, obolały czy zdołowany, Twój system immunologiczny silnie zareaguje na te emocje, odzwierciedlając Twój depresyjny nastrój.”

Z własnego doświadczenia wiem, że tak jest, ale wiem też, jak trudno się „przeprogramować”.

Chris Prentiss proponuje czytelnikowi powtarzanie lub pisanie na kartkach, umieszczanych w widocznych miejscach, zdania:

„Wszystko, co mnie spotyka, jest najlepszą rzeczą, która mogła mi się przydarzyć.”

Co za bzdura, aż chce się wyrzucić książkę przez okno (jednak zbyt lekka, aby przeleciała przez szybę). Czy najlepszą rzeczą w moim życiu było załapanie się na towarzystwo krętków boreliozy i wszystko co z tym związane?! Hmm… nie! A może jednak coś? 

Autor podaje kilka przykładów, do których sama nie do końca byłam przekonana, ale…

po dłuższym przemyśleniu, doszłam do wniosku, że jeśli się bardzo chce, pomimo cierpienia, totalnego zdołowania, można znaleźć plusy, które nie pojawiłyby się gdyby nie choroba. Nie podaję jakie, bo pragnę zachować to dla siebie. Warto nad tym sposobem patrzenia na życie pomyśleć, może choć troszkę, od czasu do czasu, małymi kroczkami, byle  pozytywnie. Ja zrobiłam już mały krok, pisałam wcześniej o „Pozytywniku”, piszę dalej, właściwie częściej rysuję go. Bywa, że samemu trudno przełamać negatywne myślenie, wówczas, czasem właśnie dzięki chorobie, pojawia się ktoś, kto Ci pomoże.

Mogłabym biadolić (i często to robiłam), jaka to nieszczęśliwa jestem, TYLE leków, kroplówek, bóle, rwania i cała masa innych dolegliwości, do tego drakońska dieta. Co to za życie? Chciałbym to zmienić, dostrzegać więcej pozytywów i staram się. Nie mogę ciasteczka w sobotnie popołudnie? A kto powiedział, że nie! Mam upieczone, bez cukru, bez pszennej mąki i wszystkiego tego, co zakazane. Pyszne wyszły. Zaraz robię sobie chwilę dla siebie, z dobrą książką i… ciasteczkami! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *