Historia pszczół

„Historia pszczół” Maji Lunde to jeden z największych norweskich bestsellerów ostatnich lat. W Polsce, a dokładniej w rankingu umieszczonym na portalu „Lubimy Czytać”, zajęła drugie miejsce, w kategorii literatura piękna. Absolutnie mnie to nie dziwi, bo jest na prawdę dobra, czytałam ją z wielką przyjemnością i zainteresowaniem.

Do tej pory zwiewałam przed pszczołami, zamierałam kiedy jakaś zaczynała krążyć wokół mnie, a książka pozwoliła mi nieco inaczej spojrzeć na te jakże cenne owady. Szczególnie na fakt ich wymierania, co doprowadzić może do tego, z czym spotykamy się w powieści. Szczegółów oczywiście nie podam, bo co to za przyjemność czytania?

Można by pomyśleć, że to książka o pszczołach, tak jednak nie jest. To powieść o ludziach związanych z pszczelarstwem, o ich wzajemnych relacjach, emocjach, marzeniach. Poznajemy w niej Williama, który w 1852 roku pracuje nad udoskonaleniem uli. W drugim wątku pojawia się George, prowadzący rodzinną hodowlę pszczół. Jest to czas (2007) kiedy w Stanach pszczoły zaczynają wymierać. Natomiast trzecia z głównych postaci to Tao, żyjąca z Syczuanie, już w przyszłości, a dokładniej w roku 2098, kiedy z powodu całkowitego wymarcia pszczół, armie umęczonych ludzi, zapylają kwiaty ręcznie. Czy rzeczywiście może do tego dojść? Mam nadzieję, że nie.

Wszystkie trzy wątki książki, w różnych przestrzeniach czasowych, toczą się jednocześnie. W każdym kolejnym rozdziale jesteśmy przenoszeni w inne miejsce, inny czas. Łączą je oczywiście pszczoły i ludzie. Akcja toczy się spokojnie, czasem wręcz leniwie, a mimo tego, czyta się świetnie. Prawdę mówiąc już dawno przestały mnie interesować książki z wartką akcją, znacznie bardziej cenię sobie te, zmuszające do refleksji. W „Historii pszczół”, jak nie trudno się domyślić, mamy do czynienia z problem przetrwania ludzkości. Czy konieczna, do funkcjonowania świata, zależność między ludźmi, roślinami i zwierzętami nie zostanie zniszczona przez nas samych? Czy nie spowodujemy samozagłady? Pszczoły, w przeciwieństwie do ludzi, potrafią radzić sobie same. Oczywiście pod warunkiem nie ingerowania ludzi w ich życie chemią, genetyką, chęcią uzyskania więcej i więcej…  A odwrotna sytuacja, czy ludzie poradzą sobie bez pszczół? Niby nic takiego, to tylko pszczółki, a nie światowa woja atomowa, a jednak warto się zastanowić nawet nad tymi małymi owadami. One są tylko małą cząstką tego, co człowiek może zniszczyć.

Może powinnyśmy uczyć się od pszczół?

„Jedna pszczoła bowiem jest niczym, cząstką tak małą, że całkiem pozbawioną znaczenia, natomiast razem z innymi jest wszystkim. Bo razem stanowią pszczelą rodzinę.”

Wyjątkowo refleksyjna książka i to nie tylko w temacie zagłady naszego świata. Opisane w niej ludzkie historie, relacje między rodzicami a dziećmi, marzenia te spełnione i niespełnione, pasje, które nadają sens życiu… to wszystko zostało przedstawione przez autorkę w sposób piękny, intrygujący i wciągający. Leniwie, spokojnie, bez wartkiej akcji, a jednak wciąga. Polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *