Mój przyjaciel Leonard

Mniej więcej dwa lata temu czytałam książkę „Milion małych kawałków”.  Dopiero teraz, po bardzo długim czasie, sięgnęłam po kontynuację, czyli książkę „Mój przyjaciel Leonard”. Ponownie nie zawiodłam się, warto przeczytać, zwłaszcza, że pierwszą część dobrze pamiętam do dzisiaj, a to już o czymś świadczy. Druga jest jeszcze lepsza!

Najlepiej czytać obie książki jedna po drugiej, ale jak to bywa, nie zawsze się to udaje. O pierwszej możecie przeczytać tutaj, a o drugiej opowiem teraz. Jak zwykle, nie będzie to streszczenie. Prawdę mówiąc nie napiszę dużo, to trzeba przeczytać.

„Mój przyjaciel Leonard”, jak sam tytuł wskazuje, to opowieść o męskiej przyjaźni. Dalszy ciąg autobiografii Jamesa Freya po wyjściu z odwyku i więzienia. Nie pije, nie bierze narkotyków, często musi walczyć z wieloma przeciwnościami losu, które mogłyby stać się pierwszym, bardzo silnym impulsem, do sięgnięcia po butelkę. W takich sytuacjach pomaga mu, poznany wcześniej, Leonard. Pojawia się zawsze kiedy przyjaciel jest w tarapatach. Przyjaciel? Tak na prawdę Leonard nazywa Freya swoim synem i opiekuje się nim lepiej niż nie jeden prawdziwy ojciec by to robił.

Niektórych może razić dosadny język, ale w tym przypadku jest po prostu prawdziwy, świetnie pasuje do tej autobiografii. Pomimo tego, a może dzięki temu(?) ogólny styl Freya jest, moim skromnym zdaniem, prosty ale bardzo dobry. Doskonałe opisy przeżyć i emocji głównych bohaterów, rzeczywiście potwierdzają, że pisze o nich ktoś, kto to przeżył. Ktoś, kto wpadł w wielkie bagno i wyszedł z niego. W książce spotykamy wiele innych postaci, które podobnie jak Frey, były uzależnione, albo nadal są, wspomina się ludzi, którzy nie potrafili z tego wyjść i już nie żyją. Może właśnie dlatego, że nie mieli tej drugiej osoby, dającej wsparcie? Książka pokazuje jak walczyć, jak nie tracić nadziei, jak okazywać pomoc, a nie gnębić i dobijać do reszty.

Generalnie ukazany tam świat otacza nas wszystkich, często jednak nie chcemy go zauważać. A jest on po prostu prawdziwy, i tak też został przedstawiony.

Ból, cierpienie, miłość, smutek, radość, samotność, a przede wszystkim wspaniała, bezwarunkowa przyjaźń dwóch doświadczonych przez los mężczyzn, to wszystko znajdziecie w książce, a najbardziej zaskakujące jest zakończenie. Według mnie świetne!

Na koniec, garść cytatów:

„- Pamiętasz, jak mówiła, że sekunda wolności jest cenniejsza niż całe życie w niewoli?
– No.
– Wybrała wolność, a ty powinieneś szanować jej decyzję i podziwiać ją, że miała dość odwagi by tego dokonać. To była wolność nie w twoim rozumieniu czy moim, ale w jej rozumieniu.
– Samobójstwo to nie wolność.
– Jeżeli człowiek odczuwa wyłącznie ból, który może uśmierzyć jedynie narkotykami, jeżeli ma do wyboru żyć w uzależnieniu albo odejść na własnych warunkach, to może podjąć tylko jedną decyzję, czyli odejść.
– A trzecie rozwiązanie, radzić sobie z bólem ?
– Nie wszyscy to potrafią.”

„…ból i cierpienie to dwie różne rzeczy. Ból jest doznaniem. Cierpienie jest skutkiem bólu. Jeżeli człowiek umie znosić ból, potrafi żyć, nie cierpiąc. Jeżeli nauczy się kontrolować ból, wytrzyma wszystko. Jeżeli nauczy się kontrolować ból, wyrobi w sobie kontrolę nad samym sobą.”

„… jaki jest sens życia, Leonard? Śmieje się, to proste pytanie, mój synu, życie ma taki sens, jaki mu nadasz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *