Stanąć na nogi

Oliver Sacks to ostatnio jeden z moich ulubionych autorów. Dopiero co przeczytana książka „Stanąć na nogi” jest jednak nieco inna. Autor, lekarz neurolog i psychiatra, profesor neurologii na Uniwersytecie Columbia, zbiegiem niefortunnych okoliczności staje się pacjentem, poznaje relacje lekarz – pacjent od drugiej strony.

Sacks po wypadku, którego doznał w czasie wędrówki po górach, trafia na wiele miesięcy do szpitala, a następnie na bardzo długą rehabilitację. W nieco filozoficzny sposób opisuje swój pobyt, swoje myśli, doznania i pewne odkrycia, bardzo istotne dla lekarza, zwłaszcza neurologa.

„… napawające lękiem puste obrazy nicości obezwładniały mnie, szczególnie w nocy. Oczekiwałem, wierzyłem, że rodzajem zabezpieczenia przeciwko nim będzie prawdziwe zrozumienie i wsparcie ze strony mojego lekarza. Miał dodać mi otuchy, wskazać pewny grunt wśród ciemności.

Stało się wręcz przeciwnie. Nic nie mówiąc, mówiąc „Nic się nie dzieje”, pozbawił mnie oparcia, ludzkiego oparcia, którego tak rozpaczliwie potrzebowałem.”

Znalazłem się poza mapą, poza światem, poza poznawalnym. Poza przestrzenią oraz czasem. Nic nie mogło się już zdarzyć. Inteligencja, rozum, rozsądek nic nie znaczyły. Straciłem wszystko, co dotąd dawało mi oparcie, grunt pod stopami. Chcąc nie chcąc, zagłębiłem się w mroczną noc duszy.”

Pozornie wydawać się może, że chodzi o proces powrotu do zdrowia w sensie czysto fizycznym, jednak Sacks opisuje w książce powrót do samego siebie, do swojego „ja”. Proces ten, w którym główną rolę gra sam pacjent, czasem wymaga zewnętrznego bodźca. Na przykład długa rehabilitacja, brak sił, rezygnacja, poddanie się, bo przecież nie mogę, nie dam rady. Czy zawsze zależy to od nas samych, czy rzeczywiście wystarczy silna wola walki? Spodobał mi się fragment, dotyczący dokładnie tego problemu:

„Rehabilitacja wymaga działania, działań. Powinna być ześrodkowana na charakterze działań. Ale jak je wywołać, skoro są rozproszone, zdezintegrowane, „zgubione” lub „zapomniane”? Bez bodźca pozostałbym do końca życia w łóżku, dokładnie tak, jak to opisał Hipokrates.

Siłą woli dokonać się tego nie da, samą siłą także, i nie samemu. Inicjacja, bodziec musi przyjść z zewnątrz. To ja muszę owo nowe działanie „urodzić”, ale potrzebny jest ktoś, kto odbierze poród i powie: „Przyj!”. Ktoś, kto będzie asystował: akuszerka, położnik, kto mnie wesprze i doda odwagi. Nie jest to kwestia nerwicy czy bierności. Każdy pacjent, niezależnie od tego, jak silną ma osobowość i wolę, napotyka dokładnie tę samą trudność w uczynieniu pierwszego kroku, robiąc (odtwarzając) coś od początku. Pierwszy krok jest „nie do pojęcia” – wyobraźnia kapituluje. Dlatego inni, rozumiejący ów stan, muszą pchnąć go do działania, pośredniczyć między biernością i aktywnością.”

Teoretycznie ów „poród” dotyczy tu rehabilitacji nogi po operacji, zrobienia pierwszego kroku w sensie fizycznym, ale tak na prawdę, słowa te można odnieść do każdej choroby. Takie przynajmniej myślę.

Książki nie czyta się łatwo i nie należy się zniechęcać tematyką neurologiczno-psychologiczną, ani też formą filozoficzną. To właśnie dzięki nim, Sacks łączy „psyche” i „fizjo”, wyciąga wnioski, nad którymi warto się zastanowić. A swoją drogą książka nieco inna od pozostałych. Poznajemy w niej bardziej samego autora, szczególnie jego wnętrze. Sacks otwiera się przed czytelnikiem, pisze o tym, co trudne, czy nawet wstydliwe (według pacjenta) jest do opowiedzenia,  warto skorzystać z jego wyznań. Polecam nie tylko pacjentom, lekarzom również!

2 komentarze

  1. Avrea napisał(a):

    ciekawa ksiązka , zapiszę do przeczytania

  2. Alicja napisał(a):

    Oj zaciekawiłaś mnie, muszę poszukać. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *