Koń, który mnie wybrał

„Koń, który mnie wybrał. Jak znękana klacz uleczyła sponiewierane serce” Susan Richards – książka , która mnie urzekła. Nie mogłam odłożyć jej na półkę, nie napisawszy tu choć kilku słów. Tylko czy moje słowa oddadzą piękno powieści? Nie sądzę, to po prostu trzeba przeczytać.

Należę do ludzi, którzy kochają zwierzęta, i choć z końmi nie miałam wiele styczności, zawsze uważałam je za piękne, szlachetne i mądre. W książce Susan Richards to właśnie one, poza innymi (ludzkimi) postaciami, stanowią główny temat. A tak na prawdę chodzi o miłość, miłość między człowiekiem a zwierzęciem.

Książkę zaczęłam czytać wczoraj wieczorem, tak mnie wciągnęła, że chciałam dokończyć ją tego samego dnia. Jednak po namyśle, stwierdziłam, że dokończę jutro, niech cieszy mnie jeszcze następnego dnia. Rano pomyślałam, wezmę ją do przychodni i dokończę podczas kolejnej kroplówki. Nie, nie zrobiłam tego. W gabinecie, gdzie siedzę, jest spory ruch, a ta lektura zasługuje na to, aby czytać ją powoli, w spokoju, delektować się nią. Opisy emocji wymagają skupienia, to nie kryminał z wartką akcją, to powieść, która rozbudza wyobraźnię. Czytając w skupieniu odnosi się wrażenia przebywania w tamtym miejscu i czasie, odczuwania emocji wraz z bohaterami. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po powrocie do domu była herbata i… oczywiście książka.

Dwie główne bohaterki powieści to Susan, 43-letnia kobieta, miłośniczka koni, oraz przygarnięta klacz o imieniu Lay Me Down. Przygarnięta w opłakanym stanie, wyleczona, zadbana i nader wszystko kochana. Kochana miłością wyjątkową, odwzajemniająca uczucia na swój sposób. Susan zastanawiając się nad tym, jak wiele zawdzięcza Lay Me Down, mówi w swoich myślach tak:

„Było tak, jakby Lay Me Down i moje dzieciństwo zlały się w jedno – utratę tego, na czym mi zależało, utratę miłości. W jakiś szalony sposób zdawało się, że Lay Me Down opiekuje się mną od dnia, kiedy ją przejęłam, Ożywiając te cząstki mnie, które umarły wraz z moją matką. Za sprawą jej łagodnego uczucia czułam, że oddano mi status kogoś, kto jest ważny i potrzebny. Właśnie to od niej otrzymałam – poczucie przynależności do rodziny. Obie wcześniej nie należałyśmy do nikogo – nikogo, komu by na nas zależało – a teraz, tyle lat później, przytrafił nam się cud. Spotkałyśmy się w moim gospodarstwie i po raz pierwszy byłyśmy obie wolne od swoich lęków.”

„Konie stanowiły jedyną nić, która była w nim obecna od samego początku i ciągnie się poprzez bolesne dzieciństwo, picie oraz małżeństwo, zszywała mnie w całość.”

Pięknie napisana powieść pełna jest wielkich emocji, chwyta czytelnika za serce, czasem potrafi wycisnąć łzy. Bohaterowie, zarówno ludzie jak i zwierzęta, to różne osobowości i charaktery, ale wszyscy, bez wyjątku, pozytywni i interesujący. Może zdarzyć się, że ktoś z drugoplanowych postaci nie przypadnie Ci do gustu, ale to życie, zawsze tak jest. Czasem wystarczy zrozumieć i zaakceptować, nie ma ideałów, nawet w książkach. Powieść „Koń, który mnie wybrał” to balsam dla duszy. Nie tylko porusza, daje też do myślenia, czasem przekierowuje myśli na własne problemy. Być może dzięki Lay Me Down spojrzysz na swoje sprawy nieco inaczej?

Czy dzięki zwierzęciu można od nowa znaleźć szczęście i radość życia? O tym, Drogi Czytelniku, dowiesz się z powieści, lektury obowiązkowej nie tylko dla miłośników koni, ale dla każdego, kto kocha zwierzęta. Gorąco polecam!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *