Jaki był rok 2017?

Kończy się kolejny rok, może warto zrobić małe podsumowanie? Co było w nim twórczego, miłego dla ducha i ciała, a co wywoływało nieco smutniejsze uczucia? Bo tak to już w naszym życiu jest, że emocje, uczucia przeplatają się ze sobą. Zresztą gdyby nie te gorsze, czy potrafilibyśmy docenić dobre?

Zacznę oczywiście od bloga, którego prowadzę od lat, na którym zmienia się nieco tematyka, a dzieje się tak głównie przez to, co aktualnie chodzi mi po głowie. Muszę przyznać, że „chodzi” dużo i wiem, że wszystkich pomysłów nie uda się zrealizować. Zawsze możecie znaleźć tu sporo inspiracji twórczych (w szerokim tego słowa znaczeniu), bo prawda jest taka, że każda twórczość, czy to będzie rękodzieło, rysunek, fotografia, muzyka, są w pewnym stopniu, a chyba nawet w dużym, świetną terapią, która potrzebna jest każdemu.  Nie można stale żyć w ciągłym pośpiechu, stresie, bo nasze organizmy tego, na dłuższą metę, nie wytrzymują. Pojawia się zmęczenie,  stany depresyjne, a nawet różne, czasem poważne, stany chorobowe.

Skoro jestem przy terapii, warto wspomnieć o ciągle rozwijanej i poszerzanej przeze mnie sztuce inspirowanej Zentangle, którą tak na prawdę zaczęłam stosować od zeszłego roku. O Zentangle, jako formie relaksacji, pisałam już na blogu. W dalszym ciągu nie zmieniłam zdania o jej dobroczynnym wpływie na nasz organizm (nie tylko w sferze psychiki), w dalszym ciągu twierdzę, że może ją zastosować każdy, bez względu na rysunkowe umiejętności. Przyznam się, że czasem chodzi mi po głowie pomysł, aby podzielić się swoją wiedzą na ten temat nieco szerzej, może nie tylko wirtualnie. Co prawda nie jestem certyfikowanym instruktorem Zentangle, ale w naszym kraju coś takiego nie funkcjonuje. Myślę jednak, że sporo wiedzy, a przede wszystkim doświadczenia, mam. Może kiedyś? Póki co, nie czuję się na siłach. 

W tym roku zostałam przyjęta do Stowarzyszenia Artystycznego Faun – Art i być może dzięki temu uda mi się, choć w małym stopniu, zachęcić kogoś do podjęcia prób tym kierunku? A nawet jeśli nie, to spotkania w towarzystwie artystów, żeby nie powiedzieć artystycznych dusz, też są niezwykle przyjemne, stanowią odskocznię od codzienności. Kontakt ze sztuką, też jest terapią w naszej zabieganej codzienności. To nie musi być sztuka przez duże „S”, sam fakt tworzenia, jest dla nas dobroczynny, nie ma znaczenia co i jak robimy. Zacząć można w każdym wieku, nie mając żadnych podstaw, specjalnych umiejętności, materiałów… 

„Zacznij od miejsca w którym jesteś. Użyj tego, co masz. Rób to, co umiesz”

Arthur Ashe

A co umiesz? Przecież nie wiesz, dopóki nie spróbujesz. 

Oczywiście czasami mamy pewne ograniczenia umożliwiające podjęcie jakiegoś wyzwania. Czasem może to być po prostu wiek, zmniejszona sprawność fizyczna, mogą to być różne choroby. Ja sama mam problem, nawet z oburęcznym pisaniem na klawiaturze, ale jak widzicie, piszę. Tak, nawet używam obydwu rąk, ale jakoś tak wychodzi, że na ekranie pojawia się masa czerwonych zygzaczków i muszę stale poprawiać tekst. Trudno. Prawa ręką jest jeszcze w miarę sprawna, więc rysuję, a że z natury bywam przekorna… podejmuję ostatnio próby twórczości, wymagające manualnej sprawności obydwu rąk. Co prawda idzie jak po grudzie, denerwuję się kiedy coś nie wychodzi, a wysiłek związany z wymuszaniem posłuszeństwa lewej ręki, powoduje, że zaczynam się autentycznie pocić, jednak próbuję. Efekty tego wysiłku już niedługo powinny  pojawić się na blogu. 

I tak, słowo po słowie, doszłam do mojego stanu zdrowia. Napiszę tak, w 2016 było znacznie gorzej. Aktualnie nie biorę antybiotyków na boreliozę, mam wielką nadzieję, że ten stan utrzyma się przynajmniej pół roku. Na całkowite wyleczenie już nie liczę. Depresję nadal leczę. W tym przypadku mam też nadzieję na (przynajmniej) zmniejszenie dawek leków. Najgorzej jest z objawami neurologicznymi, czyli moją lewą stroną ciała, oporną na to, co chciałabym przy jej pomocy robić. Uparta, prawie tak jak ja. :) Jest pewna, przypuszczalna diagnoza tych objawów, niestety niezbyt optymistyczna. W tym przypadku pozostaje mi jedynie liczyć na błąd w sztuce (właściwie wiedzy) lekarskiej. Aby raz, tak dla odmiany. 

Rok 2017 był dla mnie na pewno lepszy niż poprzedni, co widać nie tylko na blogu, ale i w mojej wirtualnej bibliotece, na stronie lubimyczytac.pl. Tak, fakt czytania książek, też świadczy o moim samopoczuciu. Staram się czasem nadmienić o dobrych książkach, wartych moim zdaniem polecenia. Czasem robię to na blogu, czasem na FB, ale i tak największe zainteresowanie tematyką obserwuję w Google+, gdzie moją „książkową kolekcję” obserwuje ponad 2300 osób. A niby taki niszowy serwis społecznościowy. 

Co jeszcze? Chyba, tak pokrótce, wszystko. Pozostaje mieć nadzieję, że rok 2018 będzie jeszcze lepszy, czego i Wam życzę. Mogę jeszcze tak wiele… Możesz jeszcze tak wiele! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *