Przejdź do głównej zawartości

Jubileuszowe wspomnienia

Od niedawna jestem członkiem Stowarzyszenia Artystycznego Faun - Art. Prawdę mówiąc starym - nowym członkiem, gdyż w swojej twórczej przeszłości należałam już do tej grupy, w tamtych latach pod inną nazwą i innym statusie prawnym. Wówczas była to Grupa Plastyczna Faun.

Wraz z powrotem do artystycznej społeczności, oraz w związku z jubileuszem 40-lecia jej istnienia, naszły mnie... wspomnienia. A jest co wspominać, pozostały zdjęcia, pamiątkowe zaproszenia, były wystawy i spotkania. Mało tego, w obecnym stowarzyszeniu spotkałam kilka osób, które działały za moich czasów i trwają do dzisiaj.

W czasie mojej przynależności do Grupy Faun zajmowałam się malarstwem olejnym, później była przerwa, a teraz... sami wiecie co tworzę. Zajrzałam do swojego domowego archiwum i z przyjemnością wspominałam.


Pierwszą wystawą, w której brałam udział, była zbiorowa wystawa amatorów, pracowników Biprohutu i ich rodzin. Kolejna, to indywidualna wystawa w Klubie Gwarek, z okazji imprezy "Boom, Jazz". Obie miały miejsce w 1981 roku. To już prawie prehistoria.

Później były inne, z tego co pamiętam:
  • wystawa zbiorowa podczas imprezy "Lato z radiem w Gliwicach, która odbyła się na stadionie Piasta (1982)
  • Miejski Dom Kultury w Bytomiu, marzec 1983 - wystawa zbiorowa Grupy Faun
  • kilka wystaw/kiermaszy z okazji Wiosny Gliwickiej
  • pokonkursowa wystawa w Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Katowicach (1984)
  • zbiorowa wystawa w Klubie Akademickim w Opolu (1984)
  • wystawa zorganizowana przez Towarzystwo Miłośników Miasta Poznania (sierpień 1984)
  • Wystawa Grupy Faun w Domu Sztuki w Rzeszowie (sierpień 1985)
  • zbiorowa wystawa w Międzyzakładowym Domu Kultury, Gliwice - Łabędy (styczeń 1986)
  • wystawa "Kolorowy Faun" - Galeria Ratusza w Gliwicach (kwiecień 1993) - zdjęcie poniżej
Troszkę się tu schowałam ;)

Więcej nie udało mi się odtworzyć, być może pamięć wróci podczas zwiedzania jubileuszowej wystawy, która będzie mieć miejsce w Gliwicach - Klub Perełka przy ulicy Studziennej. Dla zainteresowanych: dokładne informacje znajdziecie na stronie FB stowarzyszenia. Jeśli będzie ktoś w pobliżu, warto zajrzeć, to kawał gliwickiej twórczości. Moich prac na niej nie znajdziecie, takie zostały ustalone zasady, a ja jestem znowu nowicjuszką. Mimo wszystko zachęcam do odwiedzenia, ja na pewno będę.

Wracając do moich wspomnień...

O tym co malowałam, co mnie inspirowało, można przeczytać w bardzo starym wywiadzie, którego udzielałam dla Dziennika Zachodniego (sierpień 2004). Podtytuł artykułu możecie  pominąć, był (jak to w mediach) mocno przesadzony. Tutaj pełny tekst w formacie pdf.

Mówiłam tam o muzyce, bez której nie mogłam się obyć. Jest tak do dzisiaj, nawet podczas rysowania kotów lubię czegoś słuchać, poza mruczeniem własnej kotki. Ulubieni wykonawcy nieco się zmienili, aktualny numer jeden to Yanni, dość często są to też wybrani, polscy wykonawcy. No cóż, kiedyś przeczytałam taką myśl - szczęśliwi słuchają muzyki, smutni słuchają słów. Coś w tym jest.

Dlaczego przestałam malować, a zaczęłam rysować?

Dlaczego przestałam, nie wiem. Tak ułożyło się życie, zaschnięte już farby wylądowały w koszu, pędzle zostały zużyte do czegoś innego... Jednym słowem była twórcza przerwa.

Niedawno, podczas choroby, zainteresowałam się techniką relaksacyjną Zentangle. Spodobało mi się, zaczęłam rysować coś więcej niż wzorki na małych kartonikach. Rodziły się nowe pomysły i tak, na nowo, rozkręciła się moja artystyczna dusza. Jest wielce prawdopodobne, że będę coraz bardziej odchodzić od Zentangle, ale chyba zostanę już tylko przy rysunku.

Czas jest równy i cichy

Dziwnym zbiegiem okoliczności, nieco poważniej za pracę twórczą biorę się w gorszych momentach swojego życia. Choć z drugiej strony, czy to tylko zbieg okoliczności? Chyba nie. Kiedyś straszono mnie, że mogę stracić wzrok i faktycznie bywało bardzo źle. Na przekór losowi zaczęłam malować. Wzroku nie straciłam. Mój pierwszy w życiu obraz widoczny jest po prawej stronie, technicznie do kitu, artystycznie pewnie też.

Ostatni okres to walka z boreliozą i depresją (co bardzo często idzie w parze), dni lepsze i gorsze, często pełne diametralnie różnych emocji. Jedni je wykrzykują, opisują, inni duszą w sobie, co nie jest najlepszym rozwiązaniem. Są tacy, którzy dają im upust na papierze, przy pomocy tuszu. I jeśli nawet niektóre z moich rysunków "krzyczą" (tak mi ktoś niedawno powiedział), to może nawet dobrze? Wyrzucanie z siebie emocji, obojętnie w jakiej (bezpiecznej dla otoczenia) formie, zawsze przynosi ulgę. Choroba odebrała mi częściowo sprawność lewej ręki, rysuję prawą. Nie wiem czy za jakiś czas nie będzie chciała zabrać mi sprawności prawej ręki, i może właśnie dlatego, na przekór, rysuję prace wymagające precyzji.

Tyle moich wspomnień, mam nadzieję, że pojawią się kolejne, związane z moim ponownym członkostwem w Stowarzyszeniu Faun - Art.

Kilka moich obrazów - zdjęcia z okresu, kiedy z farbami olejnymi byłam za pan brat. Może nie są najlepszej jakości, ale to bardzo stare fotki, oryginalne obrazy dawno rozeszły się po świecie.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Eko drukowanie, czyli barwienie papieru

Od czasu do czasu lubię eksperymentować z tłem do Zentangle. Bywały już akwarele, kredki akwarelowe, często na papierze pojawiała się herbata. Przyszła pora na coś nowego, czyli eko drukowanie (ecoprint), gdzie podstawowym surowcem barwiącym są rośliny.



Niedawno oglądałam na YT film pokazujący jak zabarwić tkaniny, wykorzystując liście, kwiaty. W zasadzie nie jest to tylko barwienie a drukowanie. Opisuję tu dwa eksperymenty z barwieniem kartoników do Zentangle, z użyciem różnych papierów, akwarelowego i z bloku technicznego.


Co jest potrzebne do eko drukowania?
papierroślinysznurek lub klipsy biurowedwie płytki drewniane lub metalowe, nieco większe od formatu papieruwodagarnekkamień Zebrane, świeże rośliny, należy zamoczyć w miseczce z wodą. Mokre łatwiej rozkłada się na papierze. Na jedną płytkę (metalową lub drewnianą) kładziemy kartonik, na nim układamy liście. Nakrywamy kolejnym kartonikiem i ponownie układamy rośliny. Czynność powtarzamy z wszystkimi kartonikami.


Na wierzchu kładzi…

Co to jest Zentangle?

Zapewne każdy z Was nie raz bazgrał po kartce papieru, ciągnąc plątaninę linii, tworząc geometryczne kształty, zawijańce i inne wzorki? Na przykład podczas rozmowy telefonicznej, na nudnym wykładzie itp. To kreatywne gryzmolenie, które zaczęło robić z Was artystów, to nie tylko sztuka. Czasem nawet nie zdawaliście sobie sprawy, że to też forma relaksu, chwilowego odstresowania się. A skoro tak jest, po kolorowankach dla dorosłych, kilka słów o... Zentangle®.


A cóż to takiego Zentangle®, skąd nazwa, kto to w pewnym sensie stworzył, bo przecież gryzmolimy wszyscy. Zentangle® to forma sztuki, rysunki składające się z prostych kształtów, wypełnionych deseniem. Tę technikę rysowania wprowadzili, do leczenia swoich pacjentów, Rick Roberts i Maria Thomas ze Stanów Zjednoczonych. Ponieważ jest to nie tylko art terapia, przyjemny sposób na relaks, ale również efektowna grafika, technika zyskała sobie popularność na całym świecie. Tworzy się nie tylko małe obrazki na kartce papieru, powstają też…

Inktober - rysunkowe wyzwanie

W 2009 roku Jake Parker zapoczątkował rysunkowe wyzwanie na jesienne dni. Akcja trwa co roku, przez cały październik, a podstawową zasadą jest rysowanie tuszem.  Stąd też nazwa Inktober.

Przyznaję, że o wyzwaniu dowiedziałam się dopiero dzisiaj, dzięki mniej lubianemu Facebookowi. A jednak na coś się przydaje. Celem wyzwania jest wzajemna motywacja do rysowania. Bo rysować warto!  Uczestnicy wyzwania pochodzą z całego świata.


Krótko o zasadach Inktober

Zabawa nie ma absolutnie nic wspólnego z posiadaniem talentu rysunkowego. Rysunki wykonywane są głównie tuszem (długopis, pisak, cienkopis). Co roku ustalane są tematy rysunków, na ten rok wygląda to następująco (niestety po angielsku):


Jeśli chcesz wziąć udział w zabawie musisz codziennie (albo i nie) publikować swój rysunek w mediach społecznościowych, oznaczając  go odpowiednimi hashtagami: #inktober #inktober2018.
Nie musisz rysować każdego dnia, ale skoro wyzwanie? Trzymanie się wyznaczonych tematów jest zalecane, ale na pewno nie ko…

Herbata w Zentangle®

We wcześniejszej notce pisałam o zastosowaniu akwareli w Zentangle®. Tym razem proponuję zastąpienie farby naparem z herbaty, efekty są na prawdę ciekawe, poza tym zazwyczaj każdy ma ją w domu. W tym przypadku nie jest istotny smak i aromat, do barwienia nadają się ekspresówki. 


Jak przygotować herbacianą farbę?

Przede wszystkim musisz zdecydować się jaką herbatę wybrać. Polecam głównie czarne, mają intensywny odcień. Świetny jest też rooibos, sama lubię go stosować w swoich pracach, co widać na zdjęciach. Piękny bursztynowo-czerwony kolor ładnie prezentuje się w połączeniu z białym papierem i czarnym tuszem.

Wygodne jest stosowanie herbat ekspresowych, nie ma potrzeby filtrowania naparu. A sam napar przygotujesz prawie tak samo jak herbatę do picia, wystarczy jedną lub dwie saszetki zaparzyć małą ilością wrzątku i odczekać. Jak długo? Najlepiej aż herbaciana farba całkiem ostygnie, albo jeszcze dłużej.

Proponuję trzy metody barwienia kartoników do Zentangle®.

Herbaciane kleksy - nanieś…

Herbaciane zakładki do książek

Zgodnie z obietnicą, przyszedł czas na herbaciane zakładki do książek. A może inaczej? Zakładki dla herbaciarzy?



Postanowiłam wykorzystać mocny napar herbaciany (prawie) jako barwnik tła. Ponieważ pisałam już wcześniej na ten temat, między innymi we wpisie "Herbata w Zentangle", nie będę powtarzać samego procesu barwienia. W tym przypadku odpowiednio przycięte kawałki  kartonu po prostu wykąpałam w naparze. Jak to często u mnie bywa, napar był z rooibosa.


W zależności od czasu kąpieli otrzymałam różne odcienie. A te fusy? Mogą pływać i nie muszą, pozostawione na papierze dają wyraźniejsze zacieki. Są one widoczne przy krótszym czasie moczenia, nie więcej niż minuta. Przy dłuższym czasie papier jest już tak nasączony, ze śladów po fusach praktycznie nie ma.


Po wysuszeniu i rozprostowaniu, papier wygląda tak:


Baza do zakładek jest, można dekorować, rysować, obklejać...

W moich zakładkach wykorzystałam wszystko to, co wpadło w rękę. Warto mieć w domu skrzynkę ze skarbami. Pozos…